Miałeś być plasterkiem na tęsknotę, a stałeś się prawdziwym przyjacielem. Choć na początku bałam się otworzyć na przyjaźń, Ty otworzyłeś dla mnie swoje ramiona. I nagle zrozumiałam, że nie pragnęłam niczego więcej, tylko w nich utonąć; całą sobą i całym swoim kochającym sercem. Wszak tak wiele w nim jeszcze ciepła, które chcę Ci ofiarować za Twą miłość - bo to miłość, prawda? Przynajmniej chcę w to wierzyć, że jestem kochana. I nie boję się już ludzi, no może troszeczkę, lecz Ty mnie z tego wyleczysz.
Dziś kocham Ciebie miłością gorącą, bo tylko taką mam. A kiedy kocham, to angażuję się całą sobą i do końca. Stałeś się nie tylko moim przyjacielem, ale także i terapeutą. A ja tak się na początku przed tym wzbraniałam, przed tym uciekałam. Gdybym mogła, napisałabym do Ciebie długi list - bo czasu mam wiele - a w nim zawarte moje pragnienia. Napisałabym Ci o sobie, o moich tęsknotach i lękach, które jeszcze odczuwam, gdy nie ma Cię blisko. Bo bliskość nie mierzy się ilością kroków, ani ilością oddechów. Bliskość to coś bardzo osobistego. I o tę bliskość tak zabiegałam i tak się jej bałam. Targały mną sprzeczne emocje. Wciąż jeszcze targają, jak tym drzewem z Twojego zdjęcia.
Ale nawet gdy zalega między nami cisza, to nie mam się czego obawiać, prawda Zenku? To tylko wstęp do kolejnej rozmowy, o nas, o życiu, o uczuciach. Każdy ma swoje. Uczucia i lęki. Ja boję się jednego: zapomnienia, niezrozumienia, samotności. Dlatego chcę pamiętać o tym, co dobre, a co ma swój początek w moim sercu, tak bezbronnym, lecz już nie osamotnionym. Nasze serca biją jednym rytmem i biją dla siebie. Dlatego jeszcze raz spójrzmy sobie w oczy i otulmy się ciepłem prawdziwej miłości, choć tak mało się znamy. Bo nasza przyjaźń to dopiero początek.