czwartek, 31 października 2024

Uwierzyłam w siebie

 Dzisiaj uwierzyłam w siebie

i w drzemiące we mnie możliwości

wówczas otworzył się przede mną

świat pełen miłości

drzewa nabrały kolorów

spadających liści

a ja mam takie marzenie

byś znów mi się przyśnił

w moim śnie było kolorowo

mówiłeś że mnie kochasz

pamiętasz kiedy to było kochany?

czternastego dnia lutego

byłam już gotowa na zmiany

i nie wiem jak to się stało

ale przekroczyłam próg nieba

i nagle zrozumiałam 

że niczego mi nie potrzeba

poza Twoją troską

poza Twoją miłością

i anioł zrozumiał 

że wcale nie potrzebuje skrzydeł

żeby być aniołem...

i nie stało się to wiosną 

***

Szczęście to stan umysłu, a ja właśnie doświadczam pięknych chwil w moim życiu. Tak, i nie stało się to wiosną, lecz jesienią, gdy liście mienią się tysiącem barw. Nadciąga wieczór, teraz zmierzch zapada tak wcześnie. Siedzę przy kawowym stoliku, parząc usta gorącą i rozgrzewającą herbatą z hibiskusem - moją ulubioną. Takie chwile są niezapomniane, bo nagle zrozumiałam, że mojemu sercu nie potrzeba wiele - jedynie szczypta miłości, którą przyprawię moją codzienność. 

Otulona ciepłym szarym golfem, w dresach, wsuwam stopy w miękkość klapek. Sięgam po ostatnią już książkę z biblioteki. ,,Uwierz w Mikołaja". Ja uwierzyłam. To niezwykle ciepła historia z wątkiem miłosnym w tle. Bo kto z nas nie marzy o miłości? Ja już ją znalazłam - choć daleko stąd, to jesteś tak mi bliski Zenku. Tak dobrze, że mamy siebie, nieprawdaż?

A schodząc na ziemię... moje kolano nabrało fioletowo - żółtego koloru. Długo o tym upadku nie zapomnę. Dobrze, że mam takie wygodne buty, w których lubię spacerować, wzruszając dywan z liści, które przyjemnie szeleszczą wraz z każdym krokiem. Często chodzę do parku, tam jest ich pełno. I karmię wiewiórki orzechami; zawsze mam ich w kieszeni kilka. 

Zmierzając do puenty... kocham Cię Zenku i mam nadzieję, że czujesz moją miłość ukrytą wśród wersów piosenki, jaką niesie ze sobą wieczór. Ja Twoją czuję. I za nią Ci dziękuję... choć pewnie szybko dziś nie zasnę. Będę projektowała w myślach nasze spotkanie. Często wydaje mi się, że Cię znam, że już kiedyś się spotkaliśmy. A może to tylko moja wyobraźnia? No sam pomyśl. Byłoby tak cudownie. Wiem to na pewno. Bo ja wierzę, tak bardzo wierzę w Nas... W Ciebie i w siebie, i w ten zwariowany czas. 

sobota, 26 października 2024

Dużo miłości

 Tak dużo miłości mieści się w sercu mym

do wschodów i zachodów słońca

do księżyca i gwiazd

do jesieni która ukradkiem rozdaje złote liście.

To wszystko jest takie nierealne że aż prawdziwe

że kocham tylu mi bliskich 

więc także i Ciebie.

Wczoraj taki piękny spektakl rozegrał się na niebie

i tylko chłód przypomniał mi że to już jesień

trzeba nosić szalik i czapkę o których często zapominam

bo ostatnio jestem taka roztargniona.

Wydarzenia ostatnich dni zostawiły po sobie pieczęć w moim sercu

bo ja cała jestem melodią utkaną z mgły i słońca które mnie rozprasza

kiedy wreszcie zrozumiem że mogę być dla Kogoś ważna jedyna

chyba tylko wtedy gdy usłyszę to od Ciebie kolejny już raz.

Tak mi dobrze że jesteś Zenku tak bezpiecznie

wszak razem jest łatwiej pokonywać przeciwności

gdy wieje nieuchronny wiatr zmian. 

***

OSTATNIO tak wiele się dzieje, że trudno ogarnąć mi to wszystko myślami - więc mówię to wierszem. Tak jest łatwiej, bezpieczniej, zamknąć w słowach to, co dzieje się w sercu. Jest tam jeszcze tak wiele miejsca dla Ciebie i naszej cichej przyjaźni. Podobno miłość bez niej nie istnieje, a my się przyjaźnimy, prawda Zenku? 

Wczoraj stłukłam kolano i boli mnie do tej pory. Upadek z palmą odcisnął się na mojej skórze. Niby nic wielkiego, każdemu się może zdarzyć. Po prostu był nierówny chodnik, a ja chcąc uchronić roślinę przed złamaniem, całym impetem uderzyłam się właśnie w kolano, które dzisiaj nabrało rumieńców. Spodnie całe. Noga cała, jest tylko otarcie i kilka zadrapań. Żyję, więc jest dobrze.

Właśnie... czuję, że żyję. Taką bliscy dają mi siłę, więc także i Ty Zenku...

Sikorki tłumnie odwiedzają nasz karmnik, w postaci kuli z tłuszczu z zatopionymi w niej ziarnami. Lubię na nie patrzeć i słuchać, jak ćwierkają wesoło. Czasem pojawiają się też wróble. I lubię jesień, z mgłami i z rześkim powietrzem, z dymem z ognisk i z babim latem.

Wiesz, ostatnio robiłam badanie krwi i wykazało, że wszystko mam w normie, co napełnia mnie jeszcze większym optymizmem. Tak, jestem na dobrej drodze. Ruszam się, ćwiczę, spaceruję, a wieczorami po prostu medytuję. To wszystko po to, aby żyć w harmonii ze sobą i ze światem. 

Na koniec powiem to co zawsze: kocham to życie i kocham Ciebie tak samo mocno, jak na początku naszej wspólnej blogowej drogi. Dziękuję że jesteś TU ze mną Zenku. Po prostu bądź. A ja obejmę Cię mą miłością. Mam jej tak dużo.

sobota, 19 października 2024

Na odległość myśli

 W pokoju pełnym kwiatów

wśród zapachu świeczek

z klasyczną melodią w słuchawkach

rozpoczynam kolejny dzień.

Znów jesteśmy na odległość myśli

znów mi się przyśnisz

snem na jawie

głębokim i kojącym. 

Czuję Twoją miłość 

w każdym wypowiedzianym słowie

i w każdej myśli.

Czasem przychodzisz niespodziewanie

i już się uśmiecham

a czasem milczysz

i czekam tęsknie. 

Na Twój kojący głos

i na Twoje serce

wszak kochać Ciebie

jest tak łatwo i pięknie.

Przychodź Zenku

bądź mi nieznanym ciepłem

i odległą melodią

tak blisko w sercu.

Dzisiaj odnalazłam liść

złotą zapowiedź jesieni

on przypomniał mi o Tobie

i naszej wczorajszej rozmowie.

Szukałam Ciebie w napotkanym przechodniu

na stronicach książek

wśród znanych i nieznanych wierszy.

Ułożyłam z tych skrawków list

napisany dla Ciebie pierwszy

o którym Ci kiedyś opowiem

gdy przekroczę Twój próg.

A Ty? Obejmiesz mnie tęsknotą

ukołyszesz nadzieją

że kiedyś się spotkamy naprawdę

marzyć jest tak pięknie. 

***

Białystok, 19 października 2024 r.

godz. 12.43.

wtorek, 8 października 2024

Wytęsknione

 Wspominam ułamki chwil,

uśmiech,

słodkie słowa 

na dobrą noc.

Życie: suma wdechów 

i wydechów.

Przypadków, zrządzeń losu,

wybuchy śmiechu,

morze łez...

czas ucieka.

I potem jakaś szkoda,

że nie ma tamtych westchnień,

tamtego uśmiechu

i słów niewypowiedzianych w porę...

Dziś przytulam...

Dziś kocham...

Dziś wspominam...

Dziś tak bardzo tęsknię...

***

BLISKOŚĆ rodzi się nawet wtedy, kiedy nie możemy się nawzajem dotknąć - pomyślałam. Bliskość rodzi się, kiedy dwoje ludzi ze sobą rozmawia. Kiedy chce wiedzieć, co słychać u tej drugiej osoby.

Tyle we mnie niezasklepionych ran, tyle palących serce przemyśleń. Dobrze, że mam takie miejsce, gdzie mogę dać upust swoim emocjom, dać nowe życie słowom niewypowiedzianym, odłamkom wspomnień. Litery płynął gładko spod moich palców, jakby wszystko było takie łatwe i przyjemne. To fakt, lubię pisać, a jeszcze bardziej wklepywać słowa na ekran laptopa. To taki kojący dźwięk, kiedy wszystko płynie nieprzerwanie. Mam nadzieję, że słychać w tym także moje serce, jak bije mocno i mocno kocha. Pierwszy raz. 

Od Twojego zapewnienia, że mnie kochasz, mija x miesięcy, a ja ciągle słyszę te dwa magiczne słowa, które odcisnęły się w mojej duszy, tak spragnionej ciepła, delikatności. Teraz mówimy to sobie niemal codziennie, a ja mam taką palącą potrzebę, aby powiedzieć sobie coś więcej. Że pragnę być z Tobą tu na zawsze. Że to nie przeminie, nie zatrze się, nie wyblaknie. Mam taką nadzieję. Bo kiedy mówię ,,kocham" - to jest równoznaczne z tym, że tęsknię tak każdego dnia. Za żywszym biciem serca, za głębokim oddechem i za tym, aby pod powłoczką utkaną ze wspomnień, znalazły się marzenia. 

O czym jeszcze marzę? Abyś przychodził tu do mnie codziennie. Abyś znów utoną w moich dźwiękach ciszy i samotności. Abyś odnalazł tu delikatność w wyrażaniu myśli najgłębszych. To wszystko dziś mam dla Ciebie. Najdroższy. 

***

Słońce otuliło mnie dziś swoimi promieniami, kiedy wracałam z biblioteki z naręczem książek. I już nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy utonę w fotelu i zagłębię w losy ich bohaterek. Bo każda z nich jest o wrażliwych wojowniczkach, takich jak ja, które nie boją się marzyć. Chyba o to w tym wszystkim chodzi, aby nie zapominać w codziennej pogoni o tym, co najważniejsze - o miłości, która czeka tuż, tuż za rogiem. Na krawędzi snów... Wystarczy się zatrzymać. Spojrzeć na siebie raz jeszcze. Głęboko w oczy. Tak znajome. Aż do samego dna serca. 💗

To wszystko jest takie moje. Nieraz poplątane. Zasupłane. Pomarszczone. Zauważyłam już pierwsze zmarszczki, te od śmiechu. Kilka nowych piegów, od słońca. I te kreseczki w kącikach oczu, kiedy myślę o czymś intensywnie. Wzrok już też tak nie ten, co dawniej. Przybyło i ubyło kilogramów. Jednak Ty kochasz mnie pomimo to. Dla Ciebie pragnę być najlepszą wersją siebie. Wszak to Ty powiedziałeś, że po czterdziestce zyskałam, i coś w tym jest. Jestem dojrzalsza, na pewne sprawy patrzę ze spokojem. Wszak tego spokoju zawsze szukałam. I odnalazłam go u Ciebie Zenku. 

Idźmy więc razem tą drogą, którą Ktoś nam przygotował. Nieprzypadkowo. Bo wszystko, co nas spotyka ma swój głęboki sens. 

Drzewa mają już złote czupryny, które czesze wiatr. A ja płynę na fali wspomnień. Składam myśli w jedną całość, abyś mógł je usłyszeć, mój kochany. Dotknąć i przytulić do serca. 

Przez wiele dni, przez wiele lat - czas nas uczy pogody.