niedziela, 30 kwietnia 2023

Radość podszyta strachem

 ,,Obserwowała szumiące drzewa i wdychała ukradkiem ich kojący, typowo leśny zapach. Zapragnęła wziąć głębszy oddech, a później jeszcze głębszy... Zupełnie jakby świat zaczął ją do siebie wołać".

Tak było dokładnie ze mną; potrzebowałam chwili wytchnienia i - gdy byłam już na to gotowa - wyszłam ze swojej strefy komfortu po radość i, co zrozumiałe, po przygodę. Chciałam jeszcze raz coś poczuć w sercu, jakąś nienazwaną tęsknotę. I znów powiedzieć sobie szeptem, że kocham.

,,Strach jest jak choroba. Nieleczona rozwija się, pogłębia, aż w końcu zajmuje cały umysł i całe serce, nie pozwalając normalnie funkcjonować. Podsuwa obrazy, podsyca emocje, doprowadza do szaleństwa... Każdy z nas żyje z jakimś strachem. Kiedyś trzeba stawić mu czoła". 

Ile to już razy zmagałam się ze swoim wewnętrznym strachem. Aż w końcu nauczyłam się go oswajać. Ujarzmiony strach nie boli już tak bardzo. Pomagają mi w tym moi najbliżsi, Ty, przyroda i przeczytane w hurtowych ilościach książki. Najważniejsza w tym wszystkim jest jednak akceptacja i zaopiekowanie się sobą, a więc długie rozmyślania podczas spacerów i niekończące się rozmowy, przede wszystkim o uczuciach.

Mówisz, że jesteś daleko, to jednak nie przeszkadza mi, aby Cię kochać. 

Dbam więc o siebie z należytą troską, a kiedy pomagam, czuję się potrzebna i radosna, jak wiosna, która wreszcie do nas przyszła. Dziś był czas na zakupy i długie wędrówki wśród regałów uginających się od wiosennych trendów, znajdujących odzwierciedlenie w lekkich, kolorowych i zwiewnych ubiorach. To nic, że siostrzanych, tym niemniej przynoszących szczęście i nowe inspiracje. I znów wróciliśmy z tych zakupów z naręczem wiosennych ubrań, a wcześniej wstąpiłyśmy jeszcze do drogerii i mogłam wykazać się swoją wiedzą w temacie doboru pudru i korektora w sztyfcie dla Mai, która ma jasną cerę, więc doskonale sprawdzi się tu wersja porcelanowego beżu tak ulubionej przeze mnie marki wegańskich kosmetyków Alterra. 

Przy okazji przejrzałam swoją szafę i upchnęłam w kąt sweterki, a wysuwając na pierwszy plan letnie bluzki. Już nie mogę się doczekać, aż założę letnie sukienki - to w wersji romantycznej - i spodenki zestawione z letnimi koszulkami - to w wersji sportowej, którą wybieram za radą siostry. To ona jest dla mnie wyznacznikiem młodzieżowej mody, pomimo, że nie mamy już -naście lat. Jednak wiąże się to ze swobodą i nieskrępowanym luzem, którego mi nieraz brakuje.

Nic na to nie poradzę, że w tych sklepach podoba mi się wszystko, co dziewczęce i liliowe. To mój ukochany kolor i muszę się nieraz zastanowić, czy potrzebuję kolejnej rzeczy w tym kolorze. 

Odkąd przyszła wiosna doskonale sprawdza się minimalistyczny makijaż, a czasem wręcz jego brak. Bo szkoda czasu, bo można się ukryć za ciemnymi szkłami okularów. Podstawą jest odpowiednia pielęgnacja, a więc dokładne oczyszczanie skóry twarzy dwa razy dziennie, puder, róż i już. Ostatnio sięgam po opalizujące cienie, które tak ładnie błyszczą w promieniach słońca. Generalnie zasada jest taka: mniej, znaczy więcej.

Maj to mój ukochany miesiąc; wszystko, co dla mnie ważne wydarzyło się w maju. Wtedy to poznałam Ciebie i coś w moim sercu drgnęło, jakaś nienazwana struna. I tak jest do dziś. 

Jutro majówka, pakujemy się i wyruszamy w podróż, nieznanymi dotąd dróżkami. Jestem już na to gotowa, aby odkryć to, co nowe, a co do tej pory było poza zasięgiem mojego wzroku. Ahoj, przygodo! Przybywam. Może już nie będę później taka sama... 

C. Dion: All By Myself 💗

,,Byłoby zdecydowanie łatwiej, gdyby ludzie potrafili przyznać się do własnych uczuć. Mówić prawdę, nie owijać w bawełnę, pozwolić się kochać i to odwzajemniać". 

wtorek, 11 kwietnia 2023

Przedwiośnie, a właściwie wiosna

Na facebooku napisałam, że każdy dzień przybliża nas do wiosny i to jest prawda, którą widać na pierwszy rzut oka. Gdzieniegdzie kiełkują rośliny, jakby czekały na pierwszy cieplejszy podmuch wiatru. Jeszcze tylko nieśmiało pną się ku górze, do słońca, które przebija się przez grubą warstwę chmur. I chyba tak już jest, że dobro wraca; raz wysłane w pogodnej wiadomości, w uśmiechu i życzliwym spojrzeniu - odwdzięczy się tym samym. Może nie od razu, ale po pewnym czasie. Brzmi to zagadkowo, ale taka już jest ludzka natura - skomplikowana. I choćbym nie wiem, jak się starała to opisać, to nie zawsze się to udaje, bo to trzeba poczuć. A ja czuję całym sercem. Chłonę kolory i zapachy, rozdaję uśmiechy. Ubywa osób, a właściwie jednej osoby, której mogłabym to wszystko ofiarować. - Gdzie jesteś Zenku? Czemu Cię nie ma? Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Jak wiele innych. Żałuję tylko jednego, zmarnowanych szans, kiedy mogliśmy jeszcze ze sobą porozmawiać. Nie tylko wymienić zdawkowe: co u Ciebie słychać, lecz pomówić o uczuciach. One nie ostygły, lecz ciągle są. Dałeś mi tak dużo ciepła, tak dużo radości, bo potrafiłeś cieszyć się z rzeczy pozornie błahych i tak pięknie ubierać je w słowa. Ja nauczyłam się od Ciebie tej radości, a może cały czas ją miałam, tylko ukrytą w głębi serca? Pewnie tak. Dziś znowu zauważam błękit nieba, choć ukryty i kropelki rosy, które spłyną z traw. A nie zawsze tak było, o czym doskonale wiesz. Nie potrafię o Tobie mówić w czasie przeszłym, choć nie ma już nas. Gdzieś to wszystko się rozmyło i odrobinę wyblakło, jak na akwarelowym portrecie. Dziś noszę Ciebie w sercu, a to bezpieczne miejsce, stąd nie znikniesz nigdy. Ja, zawsze gotowa do rozmowy. Tak wiele mam w sobie ciepła, które mogłabym jeszcze komuś ofiarować, jednak to takie trudne otworzyć się na coś nowego, świeżego. Rozglądam się dookoła, widząc pogodne twarze tych, którzy są mi bliscy. Uśmiecham się znowu i pamiętam o tym, co dobre. Bo pamięć mam niezawodną i na niej zawsze polegam, jak na kole ratunkowym - ile to już razy mówiłam sobie: dość. Dość rozpamiętywania, a więcej bycia tu i teraz. Wszak to najtrudniejsza ze sztuk. I tu znowu z pomocą przychodzi bezbrzeżna wyobraźnia. Imaginuję sobie jeszcze, że idziesz obok mnie, a towarzyszy nam szum wiatru, gdzieś wysoko w konarach drzew. Czuję się bezpiecznie.

I wydarzył się cud, i przypomniał mi... Aby na miłość nie zamykać drzwi. Niedawno były Walentynki, a za chwilę obchodzimy Światowy Dzień Walki z Depresją. To podstępna choroba, wiem to z własnego doświadczenia. To przedłużający się smutek, nawet gdy za oknem był maj. Tak, dzisiaj to już tylko wspomnienie, choć bardzo odległe - bo taka jest natura wspomnień, że mijają bezpowrotnie. I oby mi nigdy nie zabrakło siły, aby walczyć o swoje marzenia. M. in. po to założyłam tę stronę, aby przypominała mi radosne momenty z mojego życia - jest ich tak wiele. I niech tak już pozostanie. Niech tych radości będzie jak najwięcej. Tych będących w sercu i na zewnątrz. 

Czekając na Ciebie, stałam w miejscu, a świat biegł naprzód. Dopiero dzisiaj, gdy wyszłam z domu i odetchnęłam głęboko powietrzem, zdałam sobie sprawę, jak wiele straciłam. Nie zauważałam błękitu nieba, ani małych pąków, tak bardzo byłam skupiona na swoim smutku. A przecież tak nie można. Pora to zmienić, a zbliżająca się wielkimi krokami wiosna nie pozwoli mi się załamywać. I to już standard, że aby istniały radości, muszą istnieć troski; a żeby rozbłysło światło, potrzebny jest cień. To ja już sobie cicho poczekam, ale jutro rozpocznę dzień z nadzieją, że jeszcze będzie pięknie, dopóki istnieje miłość.

Widzieliśmy dzisiaj klucz żurawi, płynących po nieboskłonie. Najpierw usłyszeliśmy ich głos, a potem się pojawiły na naszym niebie. Staram się zauważać takie sygnały, jakie wysyła nam przyroda. Już się budzi, a jest tak zimno. Na naszej drodze zamknięte przebiśniegi, tak jak my czekające na słońce. Oczekuję na nie, tak bardzo spragniona ciepła, zieleni młodych listeczków i białych stokrotek. Kiedyś czytałam taką książkę, o znamienitym tytule: ,,Stokrotki w śniegu". Nie przypominam sobie jej fabuły, tylko właśnie ten tytuł. I to prawda, że najpierw pojawiają się one. Malutkie i niepozorne, a jednocześnie tak cierpliwe. Uczę się od nich tej cierpliwości w dążeniu do celu.

Wiosna ogarnęła wszystko wokół nas,

wystawiam do słońca uśmiechniętą twarz.

Gotowa na szczęście, radość i nadzieję,

a buzia sama w uśmiechu jaśnieje. 

Wystarczyło kilka cieplejszych dni, aby przyroda wybuchła. Dotychczas pomału budziła się ze snu, a dzisiaj zauważyłam wszystkie jej oznaki: mlecze, nieopodal bloku, zielone listki na krzewach i błękit nieba, po którym niespiesznie płynęły obłoki. Wszystko pachniało już świeżością i było zapowiedzią radosnego czasu nie tylko w świecie przyrody, lecz także w sercu, bo odżyło dawne uczucie, którego zalążkiem były krótkie, bo krótkie, ale jednak słowa na instagramie. Dobrze, że jesteś - pomyślałam, bo tak długo na Ciebie czekałam, za długo. Ten czas - kiedy zaległo między nami milczenie - przypomniał mi, jak jesteś dla mnie ważny. Tak, wiem, jesteś daleko, ale znów za sprawą słów... bliski. A teraz znowu w moich myślach panuje niemałe zamieszanie, takie radosne ożywienie. To znakomicie! Wreszcie czuję, że żyję!

Drzewa obsypują się białym kwieciem,

tak pięknie jest na świecie...