No i przyszła pani jesień, rzuciła garść liści w parku, na ścieżkę, owinęła mnie ciepłym powietrzem. Dzisiaj - pod koniec września - jest naprawdę ciepło i słonecznie, że postanowiłam pójść do przychodni okrężną drogą. Zdecydowałam się na osobny post poświęcony tej niecodziennej wizycie, aby jeszcze lepiej zrozumieć siebie i to, co mnie spotyka. Jednak pani doktor mnie poznała, pomimo, że przybrałam na wadze. Myślę, że to przez te leki, ale już poczyniłam starania w kierunku zrzucenia kilku kilogramów. Idąc tam, nie myślałam o niczym, a może moje myśli były lekkie jak otaczające mnie powietrze? W każdym razie skupiłam się na obserwowaniu przyrody, która tak się zmieniła, przybrała jesienną szatę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po przekroczeniu progu gabinetu, pani Wioletta serdecznie mnie przywitała i nawet nie zapytała, jak się czuję, bo to było widać, że dobrze. Uśmiechnęła się zamiast tego i zauważyła każdy detal mojego ubioru, chwaląc to, że nawet spinka pasuje kolorystycznie do liliowego sweterka. Swoją drogą, w tym sweterku było mi trochę gorąco. Ale starałam się bardzo, aby wyglądać po prostu dobrze, odpowiednio do sytuacji. Później padły pierwsze słowa i tak zachęcona, wyrzuciłam z siebie potok słów. Opowiadałam o tym, co jest dla mnie ważne, na co zwracam szczególną uwagę każdego dnia, aby uczynić go lepszym. O mojej wielkiej pasji, jaką jest pisanie: o sobie, o swoim dniu, o uczuciach. I o mojej drugiej pasji, jaką jest fotografia przez małe ,,f". I jak wielką rolę odgrywasz Ty w tym wszystkim: doskonały fotograf, kochający tak jak ja przyrodę i nie szczędzący mi miłych słów. Po prostu człowiek o wielkim sercu. Pani doktor słuchała w skupieniu i cały czas coś pisała, co jakiś czas zerkając na mnie. I chyba jej też udzielił się mój dobry nastrój. Na drugim planie było moje rozmyślanie, bo nie starczyło na to czasu. A i tak czułam się wyjątkowo, w pokoju, gdzie nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty. W pokoju, gdzie królują książki i obrazki od wdzięcznych pacjentów. No i stało się, dostałam jeszcze skierowanie na profilaktyczne badanie krwi, czego szczerze nie lubię. Właśnie to cenię u pani doktor, tę dbałość o pacjenta, że chciałoby się tam wracać często. I tak, podbudowana na duchu, wracałam znowu przez park i spotkałam wiewiórkę. Niosła w pyszczku orzecha włoskiego i przebiegła mi drogę. O tych moich spotkaniach z wiewiórką też opowiedziałam, a pani Wioletta była tym bardzo zaciekawiona. Niczemu się nie dziwiła, jedynie właśnie tym, że karmię je z ręki, a one wspinają się po moim ramieniu i proszą o więcej, bo orzeszki laskowe najwyraźniej bardzo im smakują. I to już koniec mojej opowieści, następna wizyta w listopadzie, oby tylko te wyniki były dobre, mam taką nadzieję. Jeśli dotrwałeś do końca, to oznacza, że jesteś ciekawy, co u mnie, że nie jestem Ci obojętna, pomimo tego, że już nie rozmawiamy tak, jak kiedyś, kiedy wszystko jeszcze wydawało się prostsze. Może więc ten pamiętnik będzie pomostem między Tobą a mną i, naszym szczęściem.
Czy teraz zawsze tak już będzie, że będziemy się mijali?
W natłoku spraw, w codzienności, jak byśmy się nigdy nie poznali?
Przebiegam myśli, nasze rozmowy, zapisane w pamięci.
Jak gdybym chciała objąć rozumem to, od czego łza się w oku kręci...
Ciemność otulała miasto, które nie chciało jeszcze spać. Mijałam snujących się po ulicach ludzi i zastanawiałam się, czy ktokolwiek z nich jest tak szczęśliwy jak ja. Niedługo ta ciemność rozświetli się tysiącem światełek, które wprowadzają mnie zawsze w świąteczny nastrój. Teraz, kiedy wiedziałam już, że widmo cukrzycy zostało zażegnane, a wyniki morfologii wypadły nadzwyczaj dobrze - mogłam odetchnąć głębiej i poczuć się jeszcze lepiej niż dotychczas. Bo moją głowę nie zaprzątały już żadne myśli. I byłam gotowa na szczęście. I wtedy przyszedłeś Ty... i podarowałeś mi uśmiech. Widzisz, niedawno witaliśmy jesień, a dzisiaj mamy już prawdziwą zimę ze śniegiem i mroźnym powietrzem.
Jest taki dzień - piosenka Czerwonych Gitar skutecznie wprowadza mnie w nastrój świąt.
Lubię Święta i wszystko co się z nimi wiąże: choinkę, kolorowe lampki, drobne upominki, no i uśmiech pojawiający się na ustach zawsze, kiedy jesteśmy razem, kiedy towarzyszą mi bliscy. Bo o tę bliskość przecież chodzi, o wspólne cieszenie się tym wszystkim, co zsyła nam los. Wszystko dzieje się po coś i na wszystko w życiu jest czas.
Zanurzam usta w gorącym napoju, a obok mnie na stoliku leży rozpoczęta książka i okulary do czytania. Nadciąga wieczór, ulubiona pora dnia. Herbatka malinowa, mocna i słodka rozluźnia mięśnie i przyjemnie rozgrzewa. Jestem gotowa na kolejną porcję marzeń. Zwykle nadciągają, gdy zapada zmrok, a ja jestem sama ze swoimi myślami. Lubię je tu porządkować, nie wypowiadać na głos, tylko zapisywać, bo wtedy mają magiczną moc. Wzmacniają moją wątłą psychikę. Dlaczego wciąż jeszcze potrzebuję zapewnienia, że ja także mogę być dla kogoś kimś zupełnie wyjątkowym? Bo Ty jesteś dla mnie gwiazdką z nieba. Bóg nieprzypadkowo postawił właśnie Ciebie na mojej drodze, choć nigdy się nie spotkaliśmy, prawda, że to paradoks? Ale tak widocznie miało być. Za oknem niespiesznie wirują płatki śniegu, a ja mam wrażenie, że jestem świadkiem czegoś niezwykłego. Chociaż cały roślinny świat śpi głęboko pod stale powiększającą się warstewką białego puchu, to ten widok cieszy oczy. I tak sobie myślę, że z każdym dobrym człowiekiem zamieszkującym ziemię powiększa się zasób dobra we wszechświecie. Filiżanka jest już pusta.