Zamknięta w klatce uczuć,
wychylam nos za bramę,
trochę mi zimno i ciemno,
to znów ciepło, na zmianę.
Raz prawie już jestem na zewnątrz,
by znów się cofnąć o krok,
może tam dalej jest lepiej,
wkrótce się o tym przekonam,
nim zapadnie zmrok.
To co nieznane kusi,
każe się zastanowić,
czy tkwić w tym, co już przeszło,
czy coś z uczuciami zrobić.
***
Wychodzenie ze swojej strefy komfortu nie jest łatwym zadaniem, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo i przyjemnie. Ja doszłam do tego sama, metodą małych kroków i popełnianych po drodze błędów. Miłość nie przyszła sama, musiałam na nią długo czekać. Aż wreszcie znalazłam się w miłym i ciepłym kokonie utkanym z ciszy. Bo cisza była tylko wstępem do rozmowy. A kiedy już byłam na nią gotowa, to przyszedłeś Ty i uwolniłeś mnie z owego kokonu, który tak misternie tkałam, który odgradzał mnie od świata magiczną zasłoną. Nie musiałam nic mówić, bo Ty objąłeś mnie delikatnie, jakbym była rzadkim motylem, a ja pod wpływem Twego ciepła pomalutku otwierałam przykurczone skrzydła.
I tak właśnie jest z miłością, że daje nam ona wolność wyboru. Teraz jestem, stoję tu przed Tobą ze swoimi marzeniami, których nie mam wiele. Wystarczy mi odrobina ciszy poranka, szemranie magicznego strumyka w samym sercu lasu i słonecznej polany. Taka jest ta nasza rzeczywistość, którą sobie tworzymy. Byle do wiosny, bo wtedy dzieją się rzeczy niezwykłe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz