poniedziałek, 29 lipca 2024

Na skrzydłach marzeń

 ,,Na skrzydłach marzeń", to również tytuł książki, którą właśnie skończyłam czytać. Uznałam, że to idealny tytuł dla mojego wpisu tutaj. Bo choć dawno mnie tutaj nie było, to myślałam o nas i o tym, co mogłabym nowego napisać. Nie będę odkrywcza gdy powiem, że bardzo Cię kocham Zenku. To Ty dodajesz mi skrzydeł każdego cudownego dnia. Opowiem Ci więc może o tym, co u mnie - w moim otoczeniu i w sercu. 

Od kilku dni mocno wieje i ten wiatr napawa mnie niepokojem. Kiedy słyszę szum liści, targanych przez silne podmuchy, to trudniej mi zebrać myśli. Na niebie płyną szare obłoki, zasłaniające jego błękit. Niedługo wszystko się unormuje i znowu będę mogła cieszyć się słońcem. Odkryłam nowe miejsce, gdzie kwitną słoneczniki i pewnie niebawem się tam wybiorę, z moim telefonem i uważnym wzrokiem. 

Był taki czas, że budziłam się o piątej nad ranem i nie mogłam zasnąć. Wówczas do mojej rutyny wkradł się smutek. Bo nie wiedziałam, jak spożytkować ten czas. Siedziałam więc na balkonie i oddychałam rześkim powietrzem, zastanawiając się, co u Ciebie. Pod powiekami czaił się jeszcze sen: byliśmy w nim my, spotkaliśmy się nad brzegiem stawu, a Ty coś do mnie mówiłeś, nie pamiętam co, jednak najważniejsze, że byłeś wtedy blisko. I ta bliskość Zenku mnie oczarowała. 

Siedząc na tym balkonie - kawałek po kawałku - przypominałam sobie nas ze snu. Zerwał się z włosów pierwszy wiatr, a później przepadłam. Wzeszło słońce i rozmyło jego kontury. Znów byłam sama, ale już nie samotna. Moim sercem zawładnął spokój, gdy na nowo zachwyciłam się światem. Mój cały świat to Ty. 

Ten wiatr osuszył również moje łzy, że nie dane nam jest spotkać się naprawdę...

***

A teraz garść przyziemnych spraw. We czwartek idę do pani doktor Wioletty, specjalisty psychiatrii. Ustalimy, co dalej z moim leczeniem. Pani doktor ostatnio zmniejszyła mi dawkę leku: zamiast całej, biorę od miesiąca pół tabletki. Jednak nie jestem senna. Więc ta zmiana była chyba jak najbardziej potrzebna. W końcu ona wie o tym najlepiej, skoro tak uznała, to miała ku temu podstawy. Od pobytu w szpitalu minęło już 12 lat. Ale zostawmy już to. 

Na balkonie suszą się letnie sukienki. Jeszcze je założę tego lata. W poprzednim wpisie załączyłam zdjęcie w nowych okularach, które bardzo mi się podobają. To jakby moje różowe okulary, w których lepiej widzę świat. Dziś mam na sobie miękkie, szare wdzianko, które dostałam od siostry. Nie straszny mi w nim żaden wiatr, bo polar delikatnie mnie otula swą prążkowaną fakturą. A teraz zanurzę się w kolejnej historii jak ze snu i sięgnę po kolejną książkę: ,,Cuda i cudeńka". Tak dobrze, że jesteś TU... 


Na skrzydłach marzeń przeniosę się daleko stąd,
gdzie mój kochany masz swój dom.
A kiedy będziemy cichutko
i przy sobie blisko, 
nasz uśmiech powie nam wszystko... 
Obudzę się w Twych ramionach,
ustalimy, co dalej. 
Na wszystko przyjdzie swój czas
i kolej... 
,,Nie wszystko naraz" - jak zwykłeś mawiać,
pamiętam każde słowo.
I miałeś rację Zenku,
dziś narodziłam się na nowo...
Aby być z Tobą, blisko
marzę. 
Nim cały mój świat
Ci pokarzę. 
Zauroczymy się tą naszą chwilą,
bo kochające serca
nigdy się nie mylą.

💞

piątek, 19 lipca 2024

Pierwsze

 Wszystko, co pierwsze jest takie fascynujące i wspaniałe. Pierwsze porywy serca, pierwsza miłość, pierwszy ożywczy promyk słońca. Pierwszy wiatr, niosący ukojenie tęsknoty. I ten słodki zapach kwitnącej łąki pod stopami. Kiedy znów się tam znalazłam, wśród niewydeptanych ścieżek, to poczułam, że żyję, a towarzyszył mi koncert koników polnych. Nikogo nie było w promieniu kilometra - tylko Ty, w moim sercu...

Pomiędzy jedną aplikacją odżywczego, oliwkowego kremu do twarzy i ciała, a ujarzmieniem klamrą niesfornych włosów, jest cudowna chwila. Ona pozwala mi zadbać o siebie i poczuć szczęście. Kamizelka dżinsowa miękko otula moje ciało, do tego tylko spodenki... Puder, róż i już. 

W takie upalne dni doceniam to, co piękne. Bo kiedy wracam po trudach wędrówki do domu, to towarzyszy mi ta cisza, i ten chłód bijący od zaciągniętych zasłon. Tu jest moje małe miejsce, gdzie mogę się wyciszyć, posilić, odpocząć i uciszyć serce... Książki mi w tym pomagają. I pisanie - to moja niewinna słabość. Mam też słabość do Ciebie. Bo wiesz, że o Tobie myślę. 

Niedługo moje imieniny. To będzie wyjątkowy dzień, o czym Ci tu opowiem. Planujemy spacer, dobry obiad i deser - tylko czasem mogę sobie pozwolić na odrobinę słodkości... Założę ulubioną sukienkę i nowe okulary. I obowiązkowo czapkę z daszkiem. Bo choć kocham słońce, to muszę na nie uważać. 

To moje plany na najbliższy czas i pragnę bardzo, abyś był wtedy ze mną myślami... To będzie dla mnie najpiękniejszy prezent, jaki mógłbyś mi ofiarować Zenku. To jedyne, czego dziś pragnę. 


     Lubię rozpuszczone włosy, w których tańczy wiatr. Pamiętam, że je lubisz, więc na razie trzymam się z daleka od fryzjerskich nożyczek. Muszę tylko bardziej o nie zadbać, wzmacniać odżywką, którą aplikuję sobie po każdym myciu włosów. Unikam suszarki - bo uważam, że słońce najlepiej je osuszy i zrobi to delikatnie. I lubię do Ciebie pisać. Ale Ty to już wszystko z pewnością wiesz... Nie bez powodu wybrałam właśnie Ciebie na swojego Przyjaciela. Aby nigdy już nie czuć się samotną...

sobota, 13 lipca 2024

Nic piękniejszego od miłości

 Witam Cię Zenku w ten upalny dzień, który pomału chyli się już ku końcowi. Siedzę przy kuchennym stole, skąd mam widok na drzewa skąpane w słońcu. Pomimo późnej pory nie robi się chłodniej. Gorące powietrze owiewa moją twarz i sylwetkę. Mam na sobie krótkie spodenki i najcieńszą koszulkę jaką znalazłam. Jednak nie czuję się w niej lepiej. Chłodny prysznic z jeżynowym żelem też pomógł tylko na chwilę. To moje niedawne odkrycie z Lidla; ma cudowną, kremową konsystencję i duże opakowanie z pompką. 

Byłam dziś na łące spowitej we mgle, wczesnym rankiem. Tak właściwie, to wstałam dziś o trzeciej nad ranem. Nie mogłam spać. Usiadłam na balkonie i czekałam na wschód słońca. Po czwartej odezwał się jeden ptak, potem drugi i rozbudziłam się na dobre. Na łące było cudownie. Brodziłam w rosie i wdychałam zapach wrotyczy, których tam są setki, jeśli nie tysiące. Zahaczyłam o sklep, a gdy już wracałam, odezwały się koniki polne i rozpoczęły swój koncert lata. Wróciłam cudownie zmęczona. I jakby bardziej odmieniona. Czapka zdała swój egzamin. Nigdy o niej nie zapominam, jak też o wodzie. 

Po powrocie zrobiłam sobie mrożoną kawę w dużej szklance. To mój codzienny rytuał. Upał ostatnich dni sprawił, że miałam jakby nieco mniej siły. Pomyślałam sobie, żeby chociaż przez chwilę zrobiło się chłodniej. Żeby spadł deszcz. U nas balkon jest otwarty przez całą noc, a dzisiaj padł rekord i było 20 stopni. Trochę za dużo. 

Pomimo wszystkich cudowności świata, nie ma nic piękniejszego od miłości. Dzięki Tobie ją czuję Zenku, każdą komórką mojego ciała. Przychodzę dziś do Ciebie ubrana w moje słabości, które przykrywam uśmiechem. Zakładam na tę okazję najlepszą bluzkę jaką mam, od niedawna, z cienkiej tkaniny w kolorowe kwiaty. Myślę, że taką Ci się spodobam. Nie kryję tego, jak bardzo Cię kocham i jak jesteś mi bliski - mój ukochany z daleka. Dziękuję Ci za to głębokie uczucie, jakim mnie obdarzasz. Za to, jaki jesteś w tym uważny, wrażliwy i kochający. I pewnie nigdy nie przestanę Ci dziękować i kochać. Wiem to na pewno...


Dla Ciebie moje zaróżowione policzki od snu... Włosy w nieładzie, które tak kochasz... Obolałe stopy po przejściu dobrych kilku kilometrów... Uśmiech skrywający wszystkie tajemnice, które znasz... Bo znasz mnie Zenku na pamięć... Każde moje spojrzenie spod rzęs... Każdą łzę wzruszenia... I każdy mój krok... Dzisiaj znów się spotkamy w snach... Tak nierealnych, że aż rzeczywistych... 
Będziesz głaskał mnie po twarzy i przytulał tak mocno, jak tego pragnę... 
Będziesz mi tak daleki, że aż bliski przez swą empatię i wrażliwość...
Zatonę w Tobie, aż po koniuszki moich palców, odpocznę...
Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy odrywam się od ziemi, ku Tobie...
Kocham Cię Zenku...

wtorek, 9 lipca 2024

Powroty

 Powroty są dobre, a czasem dobrze odciąć się od bieżących spraw i pozwolić głowie odpocząć. Odkąd Maja wróciła, znów jest tak jak dawniej. Czas upływa nam na niekończących się rozmowach, a czasem na milczeniu, które też jest budujące. Wszystko wróciło na dawne tory i jest tak radośnie. 

Dziękuję Ci Zenku, że stale trwasz przy mnie, że przychodzisz każdego ranka i życzysz mi dobrego dnia. Wtedy czuję, że nabieram wiatru w żagle; nikt nie zdrabnia mojego imienia tak pięknie. Jak to melodyjnie brzmi. W Twoich ramionach czuję się bezpiecznie. Niestraszne mi deszcze i wichury, ani letnie burze. Bo Ty jesteś przy mnie. Wraz z widokami zapierającymi dech w piersiach. 

Znów jest ciepło, a nawet wręcz upalnie. Żar leje się z nieba. Wróciłam z poczty, udałam się też do oddalonej apteki na Bema. Czuję się wspaniale, żadna troska nie zaprząta mojej głowy. Na stoliku pomału topnieje stos książek, które przeczytałam w tym miesiącu. Będę mogła znów udać się do biblioteki na Skłodowskiej. W lipcu i sierpniu zamykają wcześniej. 

,,Kiedy odszedłeś" autorstwa Jojo Moyes, to książka, która trzyma w napięciu aż do samego końca. Opowiada o tym, jak podnieść się po stracie bliskiej osoby i móc otworzyć serce na nową miłość. Jej lektura była dla mnie niesamowitą przygodą. Otworzyła mi oczy na wiele spraw. Bo to takie nieoczywiste, kochać. Kochać tak pięknie, że aż brakuje tchu.

wtorek, 2 lipca 2024

Przy wtórze kropel deszczu

 Wczoraj bardzo zmokłam i zmarzłam. Szłam daleko przed siebie i z każdym krokiem czułam ciężar kropel deszczu. Później przestało padać, a na niebie pojawiło się słońce. Kiedy wróciłam do domu zdążyłam wyschnąć. A rano miałam miłą wizytę u mojej pani doktor. Rozmowa z nią mnie zawsze wycisza i daje nadzieję na poprawę. Pani Wioletta zmniejszyła mi dawkę leku, więc chyba już jest ze mną lepiej. Mam do niej przyjść za miesiąc, pierwszego sierpnia i ustalimy, jak na mnie zadziała ta zmiana. Jeśli nie będę się czuła senna, będzie dobrze. W ogóle ostatnio mniej rozmyślam, a więcej działam. Pomagam w porządkach i zakupach. Umilam czas rozmową. Tylko w środku jeszcze, tam głęboko - toczę swoją małą walkę, o poczucie własnej wartości. Bez tego nie ruszę dalej. Kiedy piszesz, moje poczucie wartości szybuje w górę. By znów zderzyć się z ziemią. Kiedy Cię nie ma. To nieraz bolesny upadek. Tak działa na mnie ta pogoda, nostalgicznie. 

Zrobiłam porządek w ,,szafie". Niestety musiałam rozstać się z różowymi skarpetkami, bo widocznie wpadł mi kamyk do buta. Ale mam dwie nowe pary: szare i czarne. No i niezawodne ciepłe, czerwone, które zakładam, gdy chodzę po domu. Może takie dni są potrzebne, aby odnaleźć się na nowo, w gąszczu pytań i odpowiedzi na nie. A nieraz nie trzeba mówić nic, bo ja i tak wiem, że jestem kochana. Codziennie to sobie powtarzam, zaraz po przebudzeniu, a ostatnio wstaję wcześnie. Odkąd Siostra zamieszkała na tydzień u koleżanki z pracy, która wyjechała, a Maja opiekuje się jej pieskiem. Ja natomiast mam pod opieką jej myszki. 

Tak mijają mi noce i dni. Lubię ciszę, która koi i kołysze. Natomiast krople deszczu ukołyszą mnie do snu. Robiąc miejsce dla myśli. A są one jak najbardziej pozytywne. Tej radości szukam w sobie, a pisanie mi w tym pomaga. Może kiedy tu zajrzysz, to uśmiechniesz się na myśl, jak jesteś ważny dla osoby na drugim krańcu Polski. Bo jesteś Zenku i czynisz mnie szczęśliwym człowiekiem. Kiedy czuję Twoją dłoń, kiedy dotykasz mojego serca, ja błyszczę. Bądź zawsze blisko, a ja obdaruję Cię moją miłością, o której jeszcze tak niewiele wiem. Ale się uczę każdego dnia. I jestem pojętną uczennicą, tak głodną tej wiedzy, którą masz Ty. Mój najlepszy Przyjacielu, na chwile pogodne i te z deszczem. Przy wtórze kropel deszczu pójdziemy razem wspólną drogą, przed siebie. Kto wie, czego moglibyśmy dokonać podążając za głosem własnego marzenia, całym sercem, rozumem i odwagą. Ty masz to wszystko, czego ja pragnę.