,,Na skrzydłach marzeń", to również tytuł książki, którą właśnie skończyłam czytać. Uznałam, że to idealny tytuł dla mojego wpisu tutaj. Bo choć dawno mnie tutaj nie było, to myślałam o nas i o tym, co mogłabym nowego napisać. Nie będę odkrywcza gdy powiem, że bardzo Cię kocham Zenku. To Ty dodajesz mi skrzydeł każdego cudownego dnia. Opowiem Ci więc może o tym, co u mnie - w moim otoczeniu i w sercu.
Od kilku dni mocno wieje i ten wiatr napawa mnie niepokojem. Kiedy słyszę szum liści, targanych przez silne podmuchy, to trudniej mi zebrać myśli. Na niebie płyną szare obłoki, zasłaniające jego błękit. Niedługo wszystko się unormuje i znowu będę mogła cieszyć się słońcem. Odkryłam nowe miejsce, gdzie kwitną słoneczniki i pewnie niebawem się tam wybiorę, z moim telefonem i uważnym wzrokiem.
Był taki czas, że budziłam się o piątej nad ranem i nie mogłam zasnąć. Wówczas do mojej rutyny wkradł się smutek. Bo nie wiedziałam, jak spożytkować ten czas. Siedziałam więc na balkonie i oddychałam rześkim powietrzem, zastanawiając się, co u Ciebie. Pod powiekami czaił się jeszcze sen: byliśmy w nim my, spotkaliśmy się nad brzegiem stawu, a Ty coś do mnie mówiłeś, nie pamiętam co, jednak najważniejsze, że byłeś wtedy blisko. I ta bliskość Zenku mnie oczarowała.
Siedząc na tym balkonie - kawałek po kawałku - przypominałam sobie nas ze snu. Zerwał się z włosów pierwszy wiatr, a później przepadłam. Wzeszło słońce i rozmyło jego kontury. Znów byłam sama, ale już nie samotna. Moim sercem zawładnął spokój, gdy na nowo zachwyciłam się światem. Mój cały świat to Ty.
Ten wiatr osuszył również moje łzy, że nie dane nam jest spotkać się naprawdę...
***
A teraz garść przyziemnych spraw. We czwartek idę do pani doktor Wioletty, specjalisty psychiatrii. Ustalimy, co dalej z moim leczeniem. Pani doktor ostatnio zmniejszyła mi dawkę leku: zamiast całej, biorę od miesiąca pół tabletki. Jednak nie jestem senna. Więc ta zmiana była chyba jak najbardziej potrzebna. W końcu ona wie o tym najlepiej, skoro tak uznała, to miała ku temu podstawy. Od pobytu w szpitalu minęło już 12 lat. Ale zostawmy już to.
Na balkonie suszą się letnie sukienki. Jeszcze je założę tego lata. W poprzednim wpisie załączyłam zdjęcie w nowych okularach, które bardzo mi się podobają. To jakby moje różowe okulary, w których lepiej widzę świat. Dziś mam na sobie miękkie, szare wdzianko, które dostałam od siostry. Nie straszny mi w nim żaden wiatr, bo polar delikatnie mnie otula swą prążkowaną fakturą. A teraz zanurzę się w kolejnej historii jak ze snu i sięgnę po kolejną książkę: ,,Cuda i cudeńka". Tak dobrze, że jesteś TU...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz