,,Chcę w to brnąć, na pewno. Nie mam żadnych wątpliwości. Nie wiem o Tobie niemal nic, ale przecież kiedy ludzie zaczynają się spotykać, startują z tego samego pułapu. Są siebie ciekawi i spragnieni, ryzykują, że się sparzą, a mimo to zamykają oczy i skaczą na główkę, dokładnie tak samo jak my. Różnica polega na tym, że na ogół najważniejsze rzeczy o sobie szepczą w intymnych chwilach, podczas gdy my mamy to za sobą - to, co najważniejsze, już wyznaliśmy sobie w listach. To chyba dobrze, prawda?
Wpadniesz na herbatę?". - Agnieszka Olejnik: ,,Listy i szepty".
***
Kończę właśnie jakże ciekawą książkę. Gorąco kibicowałam jej bohaterom, aby spotkali się naprawdę i obdarzyli uczuciem. Sama tęsknię za tym samym. Bo choć nie pisaliśmy do siebie listów, to przecież wiele mówiące wiadomości znaczą to samo - równie dobitnie - że my dwoje się kochamy.
Może i jestem niepoprawną marzycielką, jednak są chwile, gdy twardo stąpam po ziemi. Wiem Zenku z rozbrajającą szczerością, że Cię kocham bardzo mocno. Najmocniej na świecie. Wiem też, że Ty kochasz mnie... Cóż mogłabym pragnąć więcej? Przecież już teraz - nie widząc się - jesteśmy ze sobą blisko; poprzez nasze codzienne zwierzenia, obrazy i żywsze bicie serca. Słowa mówią tak wiele o nas, o naszych uczuciach, o pragnieniach wspólnej przyszłości... Chyba nie zapędzam się za daleko?
Pamiętam moment, kiedy jako nastolatka, poszłam pierwszy raz na basen, aby nauczyć się pływać. Dostałam wówczas tylko maleńką deseczkę i głos instruktora mówił mi, abym skoczyła z nią na głęboką wodę. Jak bardzo się bałam, jednak pokonałam ten strach. I, skoczyłam...
Tak samo czuję się teraz, stojąc tu przed Tobą. To prawda, dzieli nas wiele, jednak my pokonaliśmy już ten dystans siłą naszej wyobraźni. Ona podszeptuje mi, że to na Ciebie tak długo czekałam. I znalazłam miłość, odnajdując siebie. Teraz wiem o wiele więcej i widzę więcej. Jestem świadomą swoich uczuć kobietą. Jestem też pewna Ciebie. Twoich uczuć. Przytulam Cię najmocniej i całuję najgoręcej. Wiem, że mnie zrozumiesz. Co prawda moglibyśmy jeszcze przypieczętować to pocałunkiem i głębokim spojrzeniem w oczy... Jednak teraz i tak jest wspaniale. Jeszcze lepiej niż w książkach...
Bo to nasza prawdziwa historia. Do której sami napiszemy zakończenie. Albo nie, nic się dla nas nie kończy, lecz dopiero zaczyna...
***
Przyszłam od pani doktor pełna ciepłych myśli i nowych sił. One cały czas drzemały we mnie. I tylko ktoś, jakaś iskra spowodowała, że odnalazłam je w sobie. Teraz przede mną 3 miesiące dzielące mnie przed kolejną wizytą. Muszę sprawić, aby ten czas był owocny i obfitował w radosne wydarzenia. Właściwie, to czuję się już zdrowsza, jakby weselsza i, lżejsza; będę kontynuowała ten proces zdrowienia. Aby móc w pełni cieszyć się życiem. W tym celu te spacery po radość, o których tak wiele Ci opowiadałam. A czasem po prostu zostaję w domu, wypełnionym ciszą. Tak, cisza jest tym, czego najbardziej teraz potrzebuję. Tę ciszę odnalazłam też u Ciebie. Bo Ty mnie rozumiesz bez słów Zenku. Może tu zajrzysz i przyznasz mi rację, że we dwoje milczy się wspaniale.
I pewnie zawsze tak już będzie, że będę na Ciebie czekała...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz