Widziałam Cię, jak szedłeś w deszczu,
prosto przed siebie,
coś nieuchwytnego wisiało w powietrzu,
i skryło się na naszym niebie.
Później deszcz ustał, jak to wiosną,
a ja widziałam Cię znowu przed sobą,
minę miałam dla Ciebie radosną,
a Ty? zajęty myślami, krążącymi nad Twoją głową.
***
Kupiłam okulary przeciwsłoneczne i sandałki, mając nadzieję, że wkrótce je założę, ale Ktoś tam na górze miał dla mnie inny plan. Padało, kiedy wracałam z zakupów, ale tylko troszeczkę. Jednak ta odrobina wystarczyła, abym się zatraciła w pachnącym, majowym powietrzu. Chciałam, aby słoneczko wróciło, a ono uparcie skryło się za chmurami. Pewnie jeszcze tu wróci i nas zastanie, podążających różnymi drogami. A kiedy już wróciłam do domu, do mojego azylu, poczułam się bezpiecznie i, rozpadało się na dobre. Patrzyłam przez okno, jak deszcz padał pionowo, tworząc nowe strumyki i rozległe kałuże. Na szczęście nie trwało to długo, bo za chwilę opady ustały, a z ciszy wyłonił się śpiew ptaków, najsłodsza melodia dla moich uszu. I chociaż lubię tę moją samotnię, to miło, kiedy ktoś tu przyjdzie, choćby na chwilkę. Zrozumie myśl, zostawi uśmiech i zachwyci naszą oazą spokoju. Mówię naszą, bo stworzyłam ją dla nas, z potrzeby serca. Oby tych pięknych chwil było jak najwięcej, bo z takich chwilek składa się szczęście. A teraz czekam już tylko na słońce. Na Ciebie...
Po każdej burzy wychodzi słońce.
***
Uciszyć ciało,
uciszyć myśli,
a w końcu uciszyć serce.
Niby takie proste,
a takie trudne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz