wtorek, 11 kwietnia 2023

Przedwiośnie, a właściwie wiosna

Na facebooku napisałam, że każdy dzień przybliża nas do wiosny i to jest prawda, którą widać na pierwszy rzut oka. Gdzieniegdzie kiełkują rośliny, jakby czekały na pierwszy cieplejszy podmuch wiatru. Jeszcze tylko nieśmiało pną się ku górze, do słońca, które przebija się przez grubą warstwę chmur. I chyba tak już jest, że dobro wraca; raz wysłane w pogodnej wiadomości, w uśmiechu i życzliwym spojrzeniu - odwdzięczy się tym samym. Może nie od razu, ale po pewnym czasie. Brzmi to zagadkowo, ale taka już jest ludzka natura - skomplikowana. I choćbym nie wiem, jak się starała to opisać, to nie zawsze się to udaje, bo to trzeba poczuć. A ja czuję całym sercem. Chłonę kolory i zapachy, rozdaję uśmiechy. Ubywa osób, a właściwie jednej osoby, której mogłabym to wszystko ofiarować. - Gdzie jesteś Zenku? Czemu Cię nie ma? Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Jak wiele innych. Żałuję tylko jednego, zmarnowanych szans, kiedy mogliśmy jeszcze ze sobą porozmawiać. Nie tylko wymienić zdawkowe: co u Ciebie słychać, lecz pomówić o uczuciach. One nie ostygły, lecz ciągle są. Dałeś mi tak dużo ciepła, tak dużo radości, bo potrafiłeś cieszyć się z rzeczy pozornie błahych i tak pięknie ubierać je w słowa. Ja nauczyłam się od Ciebie tej radości, a może cały czas ją miałam, tylko ukrytą w głębi serca? Pewnie tak. Dziś znowu zauważam błękit nieba, choć ukryty i kropelki rosy, które spłyną z traw. A nie zawsze tak było, o czym doskonale wiesz. Nie potrafię o Tobie mówić w czasie przeszłym, choć nie ma już nas. Gdzieś to wszystko się rozmyło i odrobinę wyblakło, jak na akwarelowym portrecie. Dziś noszę Ciebie w sercu, a to bezpieczne miejsce, stąd nie znikniesz nigdy. Ja, zawsze gotowa do rozmowy. Tak wiele mam w sobie ciepła, które mogłabym jeszcze komuś ofiarować, jednak to takie trudne otworzyć się na coś nowego, świeżego. Rozglądam się dookoła, widząc pogodne twarze tych, którzy są mi bliscy. Uśmiecham się znowu i pamiętam o tym, co dobre. Bo pamięć mam niezawodną i na niej zawsze polegam, jak na kole ratunkowym - ile to już razy mówiłam sobie: dość. Dość rozpamiętywania, a więcej bycia tu i teraz. Wszak to najtrudniejsza ze sztuk. I tu znowu z pomocą przychodzi bezbrzeżna wyobraźnia. Imaginuję sobie jeszcze, że idziesz obok mnie, a towarzyszy nam szum wiatru, gdzieś wysoko w konarach drzew. Czuję się bezpiecznie.

I wydarzył się cud, i przypomniał mi... Aby na miłość nie zamykać drzwi. Niedawno były Walentynki, a za chwilę obchodzimy Światowy Dzień Walki z Depresją. To podstępna choroba, wiem to z własnego doświadczenia. To przedłużający się smutek, nawet gdy za oknem był maj. Tak, dzisiaj to już tylko wspomnienie, choć bardzo odległe - bo taka jest natura wspomnień, że mijają bezpowrotnie. I oby mi nigdy nie zabrakło siły, aby walczyć o swoje marzenia. M. in. po to założyłam tę stronę, aby przypominała mi radosne momenty z mojego życia - jest ich tak wiele. I niech tak już pozostanie. Niech tych radości będzie jak najwięcej. Tych będących w sercu i na zewnątrz. 

Czekając na Ciebie, stałam w miejscu, a świat biegł naprzód. Dopiero dzisiaj, gdy wyszłam z domu i odetchnęłam głęboko powietrzem, zdałam sobie sprawę, jak wiele straciłam. Nie zauważałam błękitu nieba, ani małych pąków, tak bardzo byłam skupiona na swoim smutku. A przecież tak nie można. Pora to zmienić, a zbliżająca się wielkimi krokami wiosna nie pozwoli mi się załamywać. I to już standard, że aby istniały radości, muszą istnieć troski; a żeby rozbłysło światło, potrzebny jest cień. To ja już sobie cicho poczekam, ale jutro rozpocznę dzień z nadzieją, że jeszcze będzie pięknie, dopóki istnieje miłość.

Widzieliśmy dzisiaj klucz żurawi, płynących po nieboskłonie. Najpierw usłyszeliśmy ich głos, a potem się pojawiły na naszym niebie. Staram się zauważać takie sygnały, jakie wysyła nam przyroda. Już się budzi, a jest tak zimno. Na naszej drodze zamknięte przebiśniegi, tak jak my czekające na słońce. Oczekuję na nie, tak bardzo spragniona ciepła, zieleni młodych listeczków i białych stokrotek. Kiedyś czytałam taką książkę, o znamienitym tytule: ,,Stokrotki w śniegu". Nie przypominam sobie jej fabuły, tylko właśnie ten tytuł. I to prawda, że najpierw pojawiają się one. Malutkie i niepozorne, a jednocześnie tak cierpliwe. Uczę się od nich tej cierpliwości w dążeniu do celu.

Wiosna ogarnęła wszystko wokół nas,

wystawiam do słońca uśmiechniętą twarz.

Gotowa na szczęście, radość i nadzieję,

a buzia sama w uśmiechu jaśnieje. 

Wystarczyło kilka cieplejszych dni, aby przyroda wybuchła. Dotychczas pomału budziła się ze snu, a dzisiaj zauważyłam wszystkie jej oznaki: mlecze, nieopodal bloku, zielone listki na krzewach i błękit nieba, po którym niespiesznie płynęły obłoki. Wszystko pachniało już świeżością i było zapowiedzią radosnego czasu nie tylko w świecie przyrody, lecz także w sercu, bo odżyło dawne uczucie, którego zalążkiem były krótkie, bo krótkie, ale jednak słowa na instagramie. Dobrze, że jesteś - pomyślałam, bo tak długo na Ciebie czekałam, za długo. Ten czas - kiedy zaległo między nami milczenie - przypomniał mi, jak jesteś dla mnie ważny. Tak, wiem, jesteś daleko, ale znów za sprawą słów... bliski. A teraz znowu w moich myślach panuje niemałe zamieszanie, takie radosne ożywienie. To znakomicie! Wreszcie czuję, że żyję!

Drzewa obsypują się białym kwieciem,

tak pięknie jest na świecie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz