niedziela, 27 września 2020

Muśnięcia skrzydełek motyla...

,,...w duszę płyną ku tobie czułe słowa

czujesz muśnięcia pieszczoty wgłąb siebie wpatrzona.

zda się szybko mijają chwile

chłód poranka budzi cię ze... snu

tylko ten dziwny motyl na twym ramieniu

czujesz jego gorący dotyk...

też ze snu...? nie wiem".

- K. Kermel 

Byłam dzisiaj na wrześniowym spacerze, nad stawem budzącym się ze snu. Spacerowiczów było niewielu, tylko ja i mama, kilku przechodniów. Każdy zachwycił się tym miejscem, wyjętym jak ze snu. Otworzono to miejsce niedawno, uczyniono go pięknym i miłym oczom. Stworzonym po to, aby je podziwiać. Utwardzono ścieżkę, poszerzono. Przysiadłyśmy na ławce, patrząc na płynące kaczki. Kilka z nich zebrało się na brzegu. Blask fali. Wiatru śpiew. Po powierzchni stawu ślizgały się promienie słońca, ogrzewając także nasze serca. Zapach kwiatów, które tu posadzono z taką szczodrością. Wejście na łukowaty mostek, skąd roztaczała się panorama tego niezwykłego miejsca. Szłyśmy dalej, aż na pomoście przystanęłyśmy na chwilę. Aż zakręciło mi się w głowie, kiedy patrzyłam na jeden daleki punkt przed sobą. Zdawało się, jakbym płynęła ku nieznanej przyszłości. I te motyle nad nami. Było ich tyle. Aż do zawrotu głowy. Motyle.

To takie moje wczesnojesienne wspomnienie, gdy za oknem siąpi deszcz. Ja jednak nigdy nie zapomnę o lecie, chcę je tutaj zatrzymać. Aby cieszyło oczy także wtedy, gdy nadejdą mroczne dni. Wówczas ja zamienię ponury dzień w słoneczny. Tak po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz