niedziela, 9 sierpnia 2020

Żywsze serca bicie

,,Niezależnie od tego, co na co dzień przysparza nam zmartwień, jeśli tęsknimy za uśmiechem, musimy sami zacząć się uśmiechać, a nie najpierw szukać uśmiechu u innych. Bo na tym to polega, by dawać ludziom to, co oni ofiarują Tobie". - N. Sońska: Listy (nie)miłosne".

Czytam właśnie książkę, która najpełniej oddaje cały wachlarz emocji, jakie stoją u źródła zakochania. Główna bohaterka Zosia została porzucona przez swoją niedawną miłość, i żeby poradzić sobie z rozstaniem pisze listy, jednak żadnego z nich nie wysyła, pozostawia je sobie. Wówczas u jej boku pojawia się ktoś nowy, kto zapewnia o swoim uczuciu do Zosi, ona jednak nie może na razie nic mu zaoferować prócz przyjaźni. I Staszek się na to godzi, mając nadzieję, że wkrótce się to odmieni, i ona zapała gorącym uczuciem do niego. Postanawia być cały czas blisko i wspierać dziewczynę. Razem realizują krok po kroku listę zadań do wykonania i, cóż, ich relacja coraz bardziej się zacieśnia. Co będzie dalej, tego na razie nie wiem, ale gorąco im kibicuję, aby byli razem. Oboje na to zasługują. 

Tak sobie pomyślałam, że nie warto rozpaczać po rozstaniu, bo każdy nowy dzień może przynieść nam nową miłość, a u jej źródła często musi zaistnieć najpierw przyjaźń. Może musi to nie najlepsze słowo, ale tak często jest, że człowiek nie staje się nam bliski z dnia na dzień, najpierw ludzie muszą się dobrze poznać. Przyjaźń jest piękna, warto się nią nasycić, nim przyjdzie miłość, nim przyjdzie nowe uczucie. Ale najpierw trzeba uporać się z przeszłością.

Zosia cały czas pisze listy do Igora, z którym łączyło ich wiele, ale nie sądzę, by była to prawdziwa miłość, bo chłopak nagle znika z jej życia, nie dając żadnego znaku, a dziewczyna cierpi. I wtedy Staszek zapełnia tą bolesną pustkę w jej sercu. Czy zabije ono żywiej właśnie dla niego? Wszystko na to wskazuje.

________________________________________________________________

Niedziela przebiega spokojnie, życie toczy się własnym rytmem. Raz po raz słychać w oddali grzmoty, jednak spadło zaledwie kilka kropel deszczu, a przyroda jest go spragniona. W oddali widać już jesień, z drzew spadają suche liście, a wiatr goni je z szelestem. Zamglony kolor ma niebo. I tylko na Twoich zdjęciach widać jeszcze lato. One mnie ratują. Tęskniłam tak za łąką prowadzącą do mojego lasu, gdzie rozpościera się nieco mglisty z wrzosów kobierzec. A nad tym wszystkim królują promienie ciepłego jeszcze słońca. Takie widoki skutecznie wyciągają mnie rano z łóżka. Za takimi widokami tęsknię. Za moim dalekim lasem, opuszczonym tak dawno już temu. Sama nie wiem, kiedy to minęło, kiedy oddaliliśmy się od siebie tak bardzo - ja, i mój kochany las z wczesnej młodości. Wydawać by się mogło, że ten rozdział mojego życia minął już bezpowrotnie, tymczasem pojawiłeś się Ty Zenku, a wraz z Tobą taka dawka pozytywnych emocji i, chyba gorącego uczucia, jakim Cię darzę. Wiesz, ja wierzę, że pewnego dnia i Ty je odwzajemnisz. Tak chyba jest, bo często do mnie piszesz. A dla mnie wystarczy jedno Twoje zdjęcie, aby odżyły wspomnienia, i aby serce wprawić do żywszego bicia. I chyba o to chodzi, aby wyrazić swą wdzięczność Bogu za Ciebie, że pewnego dnia postawił właśnie Ciebie na mojej drodze i, wszystko się zmieniło, i poczułam się szczęśliwa. Tego samego pragnę dla Ciebie, pragnę Cię uszczęśliwić i, wprawić w błogi nastrój. Z Tobą mi tak błogo, nie spodziewałam się tego, że stanę w obliczu zakochania się na wieki. Wszak serce się nigdy nie myli, ono wskazuje mi drogę. Żadne serce nie cierpiało nigdy sięgając po swoje marzenia. 

I to są takie moje niedzielne przemyślenia, mam nadzieję, że trafne. Tak czuję, a ja zawsze kieruję się sercem. Myślę, że Ty również, to serce widać na każdym Twoim zdjęciu. I niech tak już pozostanie, że musi najpierw istnieć burza, aby pojawiło się i słońce. Nagromadziłam je w sobie w nadmiarze, w dużej mierze te ciepło płynie od Ciebie, aby starczyło go na te wszystkie jesienne dni, które kiedyś przyjdą, może szybciej, niż sobie nawet wyobrażamy. Mamy siebie. Twoje oczy zaprowadzą mnie do domu, gdzie mieszka szczęście. 

Spadł ulewny deszcz i mienił się delikatnie w promieniach słońca. Kocham takie widoki i czekam na tęczę, która pewnie wkrótce się pojawi. Lubię zmoknąć w deszczu, pod warunkiem, że jest to ciepły, letni deszcz. A wieczorami słucham koncertu świerszczy, które odżywają, gdy na niebie pojawiają się punkciki gwiazd. Powietrze przesycone jest wówczas świeżością, a mnie raduje się serce w tej ciemności, że słychać jego głos. Lato, będę za tobą tęsknić.

To już 99-ty post o uczuciach, a Ty nadal jesteś tu ze mną. Dziękuję Ci za to uśmiechem, takim płynącym prosto z serca, bo odbijającym się w oczach, a one są zwierciadłem duszy. Tak jasna jest dziś moja dusza. Tak łatwo się wzruszam. Wakacje, moje wakacje. Ostatnie dwa miesiące tutaj.  

,,Wtedy zrozumiałam, że ja również zasługuję na coś dobrego. Rozpamiętywanie nie jest dobre, blokuje nasze szczęście, nie dopuszczając myśli o tym, że całe życie tak naprawdę jest jeszcze przed nami. Chcę żyć. Chcę czuć, doświadczać emocji, okazywać uczucia! Chcę miłości, która już nieśmiało odzywa się we mnie, stłumiona przez tych kilka długich miesięcy". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz