Jest noc
Jeszcze śpię
Pod moimi powiekami obrazy
Które nie pozwalają mi się obudzić
Choroba nie odebrała mi jeszcze
Jasności umysłu
Pamiętam jak mi wczoraj mówiłeś
Że jestem n a j p i ę k n i e j s z a
To dodawało mi zawsze sił
I wiary w siebie
Czy tak jeszcze myślisz
Kochany?
Twe czułe serce
Gorące ręce
To opatrunek
Na moje rany
Jest noc
Jeszcze śnię
Widzę Ciebie
Nie chcę się obudzić
Zostań ze mną Zenku
Białystok, 29.05.2025 r.
godz. 00:27
***
Leżę chora już od kilku dni. Zużyłam już tonę chusteczek i wypiłam hektolitry herbaty. To, że za oknem piękna pogoda, wcale mi nie pomaga. Wzięłam kolejną tabletkę apapu, aby zniwelować ból głowy. Na szczęście mam jeszcze książki i troskliwą mamę. Otulam się polarem i wsparta na poduszkach czytam. Z przerwami na sen. Koc daje przyjemne uczucie miękkości. A w snach widzę Ciebie kochany, jak przemawiasz do mnie czułym głosem. Jesteś mi tak bliski, jak najlepszy przyjaciel, którego zawsze chciałam mieć. Taki mądry i doświadczony. Oczytany i obyty w świecie. Doceniany. Najlepszy w swojej dziedzinie. To zaszczyt, że do mnie piszesz. Że to właśnie mnie pokochałeś.
Patrzę w lustro. Co we mnie jest takiego niezwykłego? Zastanawiam się. Zaczerwieniony nos, zaróżowione od snu policzki, oczy błyszczące i spoglądające śmiało spod brązowej grzywki. Nic nadzwyczajnego - myślę sobie. I ten uśmiech, który choć teraz blady, natychmiast rozświetla moją twarz, gdy tylko pomyślę o Tobie. Ty i ja doskonale do siebie pasujemy, jakbyśmy byli stworzeni dla siebie. Nie mam najmniejszej wątpliwości. Ktoś tam na górze miał dla nas plan, aby nasze ścieżki mogły się przeciąć ponownie. Tak, już chyba dojrzałam do miłości...
CZUJĘ się już całkiem dobrze, do tego stopnia, że wybrałam się rankiem na rzepakowe pole. Ile tam było kolorów i zapachów, ile ważek i motyli - z racji bliskości z wodą. Bo trzeba przyznać, że odkryłam to miejsce całkiem przypadkiem. Nie każdy wie, że jest tam ścieżka prowadząca nad samo jeziorko żab. Było c u d o w n i e. Delikatny wietrzyk rozwiewał moje włosy, a słoneczko miło ogrzewało skórę. Jeszcze t u wrócę - obiecałam sobie. A zaprowadziła mnie tam czapla. Tak, właśnie ona, ta sama co wcześniej. Warto czasem zejść z utartej drogi; ba, nawet trzeba! Tylko rosa na trawach i cisza, przerywana niekiedy trelem ptaków. Mój mały r a j na ziemi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz