poniedziałek, 2 czerwca 2025

W chorobie

Jest noc

Jeszcze śpię

Pod moimi powiekami obrazy

Które nie pozwalają mi się obudzić

Choroba nie odebrała mi jeszcze

Jasności umysłu

Pamiętam jak mi wczoraj mówiłeś

Że jestem n a j p i ę k n i e j s z a

To dodawało mi zawsze sił

I wiary w siebie


Czy tak jeszcze myślisz

Kochany?

Twe czułe serce

Gorące ręce

To opatrunek

Na moje rany


Jest noc

Jeszcze śnię

Widzę Ciebie

Nie chcę się obudzić


Zostań ze mną Zenku


Białystok, 29.05.2025 r.

godz. 00:27

***

Leżę chora już od kilku dni. Zużyłam już tonę chusteczek i wypiłam hektolitry herbaty. To, że za oknem piękna pogoda, wcale mi nie pomaga. Wzięłam kolejną tabletkę apapu, aby zniwelować ból głowy. Na szczęście mam jeszcze książki i troskliwą mamę. Otulam się polarem i wsparta na poduszkach czytam. Z przerwami na sen. Koc daje przyjemne uczucie miękkości. A w snach widzę Ciebie kochany, jak przemawiasz do mnie czułym głosem. Jesteś mi tak bliski, jak najlepszy przyjaciel, którego zawsze chciałam mieć. Taki mądry i doświadczony. Oczytany i obyty w świecie. Doceniany. Najlepszy w swojej dziedzinie. To zaszczyt, że do mnie piszesz. Że to właśnie mnie pokochałeś. 

Patrzę w lustro. Co we mnie jest takiego niezwykłego? Zastanawiam się. Zaczerwieniony nos, zaróżowione od snu policzki, oczy błyszczące i spoglądające śmiało spod brązowej grzywki. Nic nadzwyczajnego - myślę sobie. I ten uśmiech, który choć teraz blady, natychmiast rozświetla moją twarz, gdy tylko pomyślę o Tobie. Ty i ja doskonale do siebie pasujemy, jakbyśmy byli stworzeni dla siebie. Nie mam najmniejszej wątpliwości. Ktoś tam na górze miał dla nas plan, aby nasze ścieżki mogły się przeciąć ponownie. Tak, już chyba dojrzałam do miłości...

CZUJĘ się już całkiem dobrze, do tego stopnia, że wybrałam się rankiem na rzepakowe pole. Ile tam było kolorów i zapachów, ile ważek i motyli - z racji bliskości z wodą. Bo trzeba przyznać, że odkryłam to miejsce całkiem przypadkiem. Nie każdy wie, że jest tam ścieżka prowadząca nad samo jeziorko żab. Było c u d o w n i e. Delikatny wietrzyk rozwiewał moje włosy, a słoneczko miło ogrzewało skórę. Jeszcze t u wrócę - obiecałam sobie. A zaprowadziła mnie tam czapla. Tak, właśnie ona, ta sama co wcześniej. Warto czasem zejść z utartej drogi; ba, nawet trzeba! Tylko rosa na trawach i cisza, przerywana niekiedy trelem ptaków. Mój mały r a j  na ziemi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz