Chcę otworzyć się znowu na przyjaźń. Chcę wpuścić do swojego życia odrobinę światła i przewietrzyć pokoje swojej wyobraźni, czy jak kto woli poszerzyć horyzonty myśli.
Przydać oczom nieco błękitu, a później zakochać się nad życie. Albo polubić na nowo.
Zatonąć raz jeszcze w przejrzystym błękicie, chłodnym, a jednocześnie tak ciepłym, tak bliskim sercu... jak jezioro, po powierzchni którego tańczą refleksy światła - to światło nosisz w sobie i Ty. I... teraz już wiem, że mam je również ja. Ja nie zapomniałam o Tobie ani przez chwilę.
Mam nieodparte wrażenie, że gdzieś tam jesteś, gdzieś czekasz. Na mnie, czy nie na mnie? Któż to wie. Chyba tylko Bóg, on zaprowadzi nas prędzej czy później, lecz do siebie.
Dzisiaj - we wtorek - przejeżdżałam obok parku ogrodu Branickich i było tam pięknie. Cały park tonął w zieleni, takiej świeżej, pierwszej i czystej. A później mogłam bez reszty zatopić się w słodkim zapachu kwitnących masowo drzew owocowych. Jak ja to lubię, ile radości z tego czerpię to wiedzą już Ci, co mnie znają.
Ostatnio bardziej zbliżyłam się do niektórych osób i mam nadzieję, że z czasem wyklują się z tego piękne przyjaźnie, że to tylko początek czegoś wartościowego. Chcę w to wierzyć, bo nierozsądne byłoby nie mieć nadziei, nieprawdaż?
Środa
Dzień rozpoczął się bardzo miło. Poszłam z Mamą do kwiaciarni po nowy nabytek - zielistkę. Myślę jednak, że za niedługi czas Mamie to zrekompensuję bukietem tulipanów. Obie je lubimy. Lubimy kwiaty i lubimy przyrodę. Zaraz spotkamy się z resztą rodziny na odświętnym obiedzie. Usiądziemy razem z Siostrą i Babcią przy stole i nie obędzie się bez wesołej rozmowy okraszonej uśmiechem. A w parku było pięknie, wiatr niósł zapach kwitnących kwiatów, z nutą hiacyntu. To nasze miejsce na ziemi do którego zawsze wracamy wspomnieniami. Kończę na razie, ale dzień się nie kończy.
Bardzo miło spędziłam ten dzień i myślę, że na długo będzie on jeszcze w mojej pamięci. Wszak to ważny czas, pełen zmian. Przede wszystkim zaakceptowałam zaistniałą sytuację i muszę powiedzieć, że jest mi z tym bardzo dobrze. Coś się kończy, aby mogło zacząć się coś nowego i mam nadzieję, że lepszego. Zrozumiałam, czego mi tak naprawdę brakowało i kiedy skończyła się przyjaźń odnalazłam to w sobie. Bo to szczęście zawsze tam było, na dnie serca, a ja musiałam je tylko na nowo odkryć. Pomogła mi w tym wiara, nadzieja i miłość - te trzy, z nich zaś największa jest miłość. Kiedy patrzę na moją rodzinę widzę, że i oni są szczęśliwi i tak trwamy w tym pięknym uczuciu, którym obdarzamy się każdego dnia. I myślę, że to pisanie i utrwalanie ulotnych chwil będzie trwało nadal i że nie trafia ono w próżnię, bo gdzieś czeka być może ktoś, do czyjego serca trafi, prędzej czy później ale trafi. I że ja też odnajdę kogoś, kto w pełni mnie zrozumie i uchwyci w lot moje zamiary. A ja? Ja tylko pragnę złapać te radosne chwilki, z których składa się życie. I że kiedy powiem znowu owo magiczne ,,kocham Cię", to będę już tego pewna. Tylko tyle i aż tyle. Dziś już wiem, że słowa mają magiczną moc. Warto się nad nimi głębiej zastanowić.
Żyć - to prezent. Być szczęśliwym - to Twój wybór. Zawsze o tym pamiętaj.
Dawno temu nauczyłam się otwierania na nowe znajomości, ale jakkolwiek bliskie by one nie były to myślę, że żadnej z nich nie potrafiłabym nazwać przyjaźnią. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że "ta druga strona" nazywa tę relację w ten sposób. I trochę mi przykro, choć przecież nikogo nie okłamuję i sama tych słów nie wypowiadam...
OdpowiedzUsuńW każdym razie, to prawdziwy skarb mieć w życiu kogoś, z kim można dzielić piękno chwili - czy to zakupu tulipanów dla mamy czy tego, że dostrzegasz szczęście swojej rodziny. I życzę Ci z całego serca znalezienia Kogoś, kto będzie się cieszył razem z Tobą :)