wtorek, 12 października 2021

Niewidzialna biegnę, mijam szary świat.

 Padało w sierpniu, kiedy pisałam te słowa. A ja czułam, że do mojego ciała ponownie zakradał się chłód. Chłód, który zagnieździł się w mojej duszy. Sprawił, że moje ruchy stały się sztywne, a usta zaciśnięte w wąską kreskę. A ja nie chciałam już taka być... Ten lód w moim sercu mogłeś skruszyć tylko Ty. Jedyny. Wyśniony. Dlatego tak długo na Ciebie czekałam. Rozpostarłam parasolkę i szłam naprzód, na spotkanie mojego Szczęścia. Droga nie była łatwa, ale przecież wszystko co ma swoją wartość nie można zdobyć ot tak, po prostu. Szłam więc, a moją parasolką targał wiatr. Patrzyłam do góry i nasłuchiwałam, jak krople deszczu uderzają o tkaninę. Jak daleko miałam jeszcze iść i czy w ogóle się spotkamy? Tego nie wiedziałam. Ale wiedziałam jedno, że rozpoznam Cię z daleka, jak idziesz mi na powitanie. Rozpoznam Twoją sylwetkę majaczącą w mroku już na odległość. I nie myliłam się. Przede mną byłeś Ty, dzieliła nas jakaś mała ilość kroków. Miałeś na głowie kaptur, a na ustach uśmiech, który masz tylko dla mnie - tak kiedyś mi pisałeś. Nagle zapragnęłam do Ciebie podbiec, tak byłam stęskniona Twoich ust. Zamiast tego stałam, próbując zebrać myśli i czekałam, aż przejmiesz inicjatywę. Ty - najmądrzejszy. Bogatszy o życiową mądrość. - Madziu - wymówiłeś moje imię miękkim, aksamitnym głosem, w którym się rozpłynęłam. - Znowu się spotykamy - mówiłeś dalej, nie zważając na deszcz i na moje zdziwienie. Nikt nie wypowiada mojego imienia w ten sposób - chciałam powiedzieć, ale zamiast tego milczałam. Ja, tak nieśmiała. - Zenku... - starałam się, aby mój głos brzmiał normalnie, jednak nie wiedzieć czemu szeptałam. Jednak Ty mnie usłyszałeś, przez wiatr i deszcz. Niebo zasnuło się chmurami, deszcz zacinał, a ja trzęsłam się z chłodu i wzruszenia. Bo oto stałeś tu przede mną. Jedyny. Wyśniony. I nie wiem, czy sprawiłeś to Ty, bo nagle poczułam ciepło. Najpierw tam, w głębi serca, a później na swoim ramieniu. - Chodź do mnie - zachęcałeś, a ja posłuchałam Cię od razu, bez chwili wahania. I nie mogłam sobie tego lepiej wymarzyć, bo utonęliśmy w pocałunku. Później po prostu odwzajemniłam uścisk i szliśmy tak dalej przytuleni. Deszcz ustał, a ja poczułam na twarzy promyk Słońca. To Słońce to Ty, Zenku; zawsze świeci, kiedy się pojawiasz. A ja nieodmiennie się wzruszam, że może być tak pięknie. Życie jest piękne. Życie jest po prostu dobre, kiedy jesteś w pobliżu. Dlatego przychodź tak często, na ile pozwala Ci czas. I nie zważaj na moje milczenie, bo za nim kryje się milion słów, które chciałabym Ci wypowiedzieć. Ale Ty mnie znasz jak nikt inny. Dlatego mówię to, co zwykle: dziękuję. I zmieszanie zakrywam uśmiechem. Jak zawsze. Tak i dziś. Bo z każdym dobrym człowiekiem, który zamieszkuje ziemię, wschodzi jakieś słońce.

Razem na zawsze Ty i ja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz