To już oficjalne, mamy w domu maratończyka! Maja przebiegła 43 km., w czasie 5 godz. i 54 min. Co dało jej 57 miejsce, czyli dokładnie w środku stawki. Trzeba dodać, że to jej pierwszy maraton i jakże piękny wynik. Była najmłodszą uczestniczką i jesteśmy z niej bardzo dumni. Bieg wiódł przez las, bo to maraton leśny, więc nie trzeba dodawać, że buty nadały się już do wyrzucenia. Przede wszystkim był to wielki wysiłek, ale i cenna lekcja życia. I satysfakcja z tego płynąca.
Teraz jest czas na regenerację. Zbliża się wieczór, ulubiona pora dnia. Wzięłam już leki i czekam na swój ulubiony serial. Mi też jest potrzebny odpoczynek po dniu pełnym wrażeń. Przede wszystkim udało mi się pomyślnie załatwić kilka ważnych spraw. Tak mało tu o nich piszę, ale nieraz mam bardzo pracowity dzień. A teraz wspominam nasz maraton po sklepach - to też bardzo lubię. Rzadko wychodzimy gdzieś we trzy. I zawsze towarzyszą temu, ogromna ciekawość i emocje. Kiedy nasze zakupowe perełki były już w koszyku, mogłyśmy się odprężyć i cieszyć miło spędzonym czasem.
Zenku, dosięgniemy dzisiaj gwiazd, jestem tego pewna, że znowu mi się przyśnisz. Z Tobą one świecą nawet za dnia. Przyjdziesz do mnie i mnie obejmiesz jak najlepszego przyjaciela, którym już przecież nie jestem. Ale to takie miłe. To miłe, że jestem kimś więcej. W myślach i w sercu. Pamiętasz, jak mnie nazwałeś? I tak się czuję, jak ktoś Ci bliski. Połączyło nas porozumienie dusz. To dzięki Tobie mam ten uśmiech i spokój malujący się na twarzy; tą energię potrzebną do życia. I serce do pisania. Jesteś moją gwiazdką z nieba - która świeci tylko dla mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz