Spadł dziś wreszcie długo wyczekiwany deszcz. Nie było to nic wielkiego, ot po prostu drobny deszczyk. I nagle zrobiło się wrześniowo. Zdałam sobie sprawę, że lato już nie wróci.
Kupiłam wrzosy na balkon, aby mieć swój własny kawałek leśnej łąki za szybą. To nastraja mnie jakoś zawsze optymistycznie. Zepchnęłam do podświadomości wszystkie trudne sprawy - bo jeśli się nad tym tak głębiej zastanowić, to nie są one tak skomplikowane.
Założyłam dziś ciepły, zielony sweterek - jak na jesień przystało - i mogłam już zająć umysł czymś tak pozytywnym, jak lektura książki. Odpłynęłam w sobie tylko znany świat, do którego klucz mają nieliczni. Niby wiem, że to fikcja literacka, ale tak miło odkrywać nieznane światy. Kiedyś napisałam 3 książki - i nie było to nic wielkiego, 3 sześćdziesięcio- kartkowe zeszyty, które gdzieś się zawieruszyły. Minęło już tyle lat, a ja ciągle mam je w pamięci, tak samo jak tamten czas. Beztroski.
Jestem samoukiem. Inspiracji szukałam w codzienności, a później ubrałam z pomocą wyobraźni to wszystko w słowa. Podobnie było z malowaniem i rysunkiem, uczyłam się ich sama z książek. W efekcie powstały na przestrzeni kilku lat - moje obrazki, które były odskocznią od codzienności. Wszystkie je rozdałam bliskim mi osobom. Do malowania już nie wróciłam.
Teraz mam Ciebie i to Tobie się zwierzam. Czy mi to pomaga? Bardzo. Tak bardzo, że nie wyobrażam sobie mojego dnia bez Ciebie. Mam wrażenie, że podobnie czujemy świat, bardzo zachłannie i wrażliwie. Zawsze będziesz moim Przyjacielem, choć nigdy się nie spotkaliśmy. Jesteś mi bliski. I pewnie zawsze tak już będzie, że będę biegła do Ciebie jak na skrzydłach. Mam je u ramion.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz