sobota, 1 lutego 2025

Kiedyś na pewno

 Kiedy tak stoisz w progu i mi się przyglądasz, to czuję jak miękną mi kolana. Później podchodzisz bliżej i już widzę w Twoim spojrzeniu cały ocean niespokojny. Po powierzchni którego tańczą od śmiechu lśniące ogniki. Wreszcie bierzesz mnie w ramiona i już wiem, że nie będzie dla nas ratunku. Wówczas mówisz: Kocham Cię bardzo - a ja chwytam się tych słów jak koła ratunkowego. Zatapiamy się w pocałunku. Twoja koszula miękko mnie otula, że nieomal czuję jej zapach. - Jest cudownie - myślę. A może wypowiedziałam to na głos? Chyba tak, bo znów się uśmiechasz. Uciekam wzrokiem, abyś nie widział moich łez. A Ty ścierasz je dłońmi. Masz takie delikatne dłonie i takie ciepłe usta. 

Co było dalej, tego już nie pamiętam, bo dzień cichutko wkrada się do pokoju. A więc to był tylko sen - przecieram zaspane oczy. Tak bardzo chciałabym Zenku, abyś mnie naprawdę przytulił, by było tak jak w moim śnie. A może nawet piękniej, któż to wie...

Tymczasem nadchodzi noc, a ja znów zatapiam się w marzeniach. Tych naszych, bo dzisiaj znowu pisaliśmy do siebie. Wiem czym jest tęsknota. Taka, która wyziera z oczu. Lśni na końcu rzęs i którą ukoić możesz tylko Ty. - Przytul mnie Zenku, ale nie tak jak przytula się przyjaciela, lecz kochaną osobę. Jestem taka Ciebie ciekawa, taka spragniona. Widzisz, znów się uśmiecham...

Wykąpana, nasmarowana balsamem o zapachu piwonii zatapiam się w ciemności. Myślę o Tobie intensywnie godzinę przed zaśnięciem, abyś mógł usłyszeć moje słowa: Kocham, kocham, kocham. Tak jak zawsze, a może z każdym dniem coraz mocniej. 

Kiedyś się spotkamy... Kiedyś na pewno. Na granicy nocy i dnia. Całuj mnie Zenku.💗

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz