piątek, 2 kwietnia 2021

Wybudza się to, co uśpione

 ,,Dziwna to była wiosna. Pełna sprzeczności i zmienności nastrojów. Jakby się sama ze sobą nie mogła dogadać. Jakby nie potrafiła się zdecydować na rozstanie ze zmęczoną zszarzałą zimą. Ledwo blade, płochliwe i wypłukane promienie słońca nieśmiało rozjaśniały ponury i zgniły półmrok kwietniowych dni, a już zazdrosne stalowo ciemne złowieszcze chmury  przykrywały szczelnie te świetliste rozbłyski. Nieustannie siąpiła dokuczliwa, cherlawa mżawka, która miała być może ambicję stać się ulewnym deszczem, lecz nie starczało jej ku temu zapału".

I cóż, może najpierw musi minąć zima, aby powitała nas wiosna. I choć nieraz jest ona kapryśna, to przecież z takim utęsknieniem na nią czekamy. Nawet jeśli pada. Za chmurami kryje się słońce. Tak długo czekałam, aby tu przyjść i gdy uznałam wreszcie, że jestem już na ten powrót gotowa, powitał mnie błękit nieba, a wraz z nim ustąpiły ostatecznie wczesnowiosenne smuteczki.

Z wyprawy do biblioteki przyniosłam piękne wspomnienia. Tam gdzie dotąd ziemia była szara i zmarznięta, pojawił się zaczątek nowego życia. Nieśmiało kiełkowały trawy, a nad tym wszystkim unosił się radosny świergot ptaków, wysoko w koronach drzew. Chmury miały świetliste brzegi, aż ostatecznie popłynęły sobie dalej, odsłaniając uroczy błękit nieba. 

I nagle odkryłam, że się uśmiecham - po raz pierwszy od wielu dni - takim prawdziwym, bo płynącym z głębi serca uśmiechem. Zachłysnęłam się powietrzem, aż na moich policzkach pojawiły się nieskrywane rumieńce, a oczy delikatnie się zaszkliły. Nawet zapomniałam o tym, że czeka mnie wizyta u pani doktor. A to z tego powodu, że nieznacznie wzrósł poziom cholesterolu i glukozy we krwi, ale tylko niewiele, więc chyba nie ma się o co martwić. Chwileczkę, stop. Oczywiście, że martwić się na zapas nigdy nie warto, a ja już pojęłam tę prawdę dawno temu, odkąd postanowiłam być szczęśliwa.

Szczęście... Czym jest szczęście? Dla każdego ma ono rozmaite oblicza. Moje szczęście to uśmiech odbity w oczach, błysk we włosach, w których tańczą promienie słońca i bawi się wiatr. Szczęście to tylko ulotna chwila, którą tak pragnęłam zatrzymać, że uwięziłam ją w słowach, które nieprzypadkowo tu padły. Na podatny grunt. Brakuje tylko liści na drzewach, aby ten obrazek był pełen wiosny. A ja tak ją ukochałam, z wzajemnością.

Tak, budzi się to co uśpione: ulotne myśli, marzenia i serce, w którym tak wiele się mieści. A ja już od dawna pojęłam tę prawdę, że nigdy nie ucieknę od tego, co we mnie. Jest tam miejsce na miłość, na przyjaźń, na zdrowy sen. Budzi się wiosna, a wraz z nią ja. Gotowa do działania. Pisaniem zaszczepiłam się na nudę i nie mogę bez niego żyć. Pisanie jest mi potrzebne do życia, jak powietrze. Oddycham słowami. Czy to tymi atramentowymi na kartach zeszytu, czy tymi wstukanymi w klawiaturę. W ten sposób mogę dotrzeć do wielu osób, poznając jednocześnie prawdę o samej sobie.

Doceniam to, że tu jesteś. Jesteś dla mnie ważny. Ta prawda wyziera z każdej linijki tekstu. I oplata delikatnie Twą wrażliwą duszę. 

Z okazji świąt życzę Ci słonecznych dni, ogromu miłości, satysfakcji z wykonywanej pracy, a także z naszego pisania, które na powrót popłynęło wartkim strumieniem. Oby tak było zawsze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz