Jakiś czas temu opowiadałam Ci o książce ,,Ciche cuda". ,,Moc słabości" to drugi tom, który zalicza się do trylogii z zachwytu nad życiem, Anny H. Niemczynow.
A zaczęło się od tego, że całkiem przypadkiem zauważyłam ją na półce w bibliotece. Po prostu niewinnie tam na mnie czekała, abym mogła się zanurzyć w cudownej prozie życia. To książka, która w dosłownym tego słowa znaczeniu - się mną zaopiekowała. Pokazała, jak ze słabości uczynić swoją siłę.
Autorka pisze wprost o swoim życiu. O tych codziennych drobiazgach, które nas budują każdego dnia, nawet jeśli jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy. Słabości się pomału szlifują w naszą siłę, aby uczynić nas lepszymi ludźmi, których nie da się pokonać.
Dodam, że znalazłam tu wiele odniesień do własnego życia. Ja też próbuję być silna i nieraz tonę w domysłach, co by było, gdyby. Gdybym nie miała takiej cudownej Mamy, która po cichu mnie wspiera. Tak wspaniałej Siostry, z którą mogę zawsze porozmawiać. I Ciebie mój Przyjacielu słowa.
No właśnie - nie byłabym w pełni sobą. Ja miałam to szczęście, wzrastać w pokoju. Niektórzy go nie mają. Ale budujące jest to, że wreszcie pojawił się Ktoś, kto jednym słowem, czasem gestem - dmuchnął mocniej w moje skrzydła. Bym mogła wyrażać siebie. Bym mogła pisać. To dla mnie bardzo ważny aspekt życia. Przestrzeń, w której się odnajduję.
Dziękuję więc Tobie, który to czytasz. Nie chciałabym Cię zasmucać. Nie chciałabym także zasmucać siebie. Ale czasem są takie dni, kiedy zwyczajnie potrzebuję rozmowy, a czasem milczenia. Więc pomilczmy proszę najciszej jak tylko można, aby usłyszeć głos swego serca...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz