Tak się ostatnio rozsłoneczniło, że i mnie przepełnia słońce. Słońce z moich marzeń. Nie wiem, jak to się stało, ale nie przestaję się uśmiechać. Czuję spokój, który wynika z wewnętrznej równowagi i znajduję radość w drobiazgach. Jak do tego doszłam? No cóż, to była długa i kręta droga, ale nauczyła mnie ona tego, że niemożliwe nie istnieje. Kiedy kocham, mogę wszystko.
Wczoraj poszłam tam gdzie zawsze, nad stawy. Nagle nad moją głową pojawiły się 3 klucze żurawi, jeden większy i dwa mniejsze. Leciały na północ, robiąc przy tym wiele hałasu. Ale taki hałas to ja lubię, bo jest miły dla uszu. Później udałam się do pobliskiego zoo, a tam czekał na mnie ten czarny, zaprzyjaźniony kotek. Właściwie, to kotka. Zawołałam ją, a ona do mnie podbiegła, chodząc w kółko i ocierając się o moje nogi. Nie wiem, czy ów kotek ma swój domek, w każdym razie często tu przesiaduje - w pobliżu pomostu. Ma nacięte uszko. Obiecałam sobie, że następnym razem przyniosę mu jakiś smakołyk.
Nie wspomniałam jeszcze o mojej niedawnej wizycie u lekarza. Otóż pani psychiatra, po krótkiej rozmowie ze mną orzekła, że następnym razem będziemy zmniejszać dawki leku. Bardzo mnie to ucieszyło, bo to oznacza, że ze mną jest nie najgorzej. Zresztą - jak już mówiłam - czuję się ze sobą całkiem dobrze. A to bardzo ważne. Oswoiłam swój smutek, zamieniając go w nadzieję. Nadzieję na lepsze dni. Na dobry sen, regenerację i odpoczynek. A nic nie ładuje baterii tak jak kontakt z naturą. Dlatego te wyprawy po radość.
Chyba już dojrzałam do tego, aby stać się swoim najlepszym przyjacielem. Takim, co to nie krytykuje, lecz przytula. Który chwali, nie gani. Który otacza opieką wewnętrzne dziecko. Każdy ma je w sobie. I tylko od nas zależy, czy pozwolimy mu dojść do głosu. A jest to równoznaczne z tym, by pozwolić wybrzmieć swoim głęboko skrywanym emocjom i uczuciom. Moja miłość do Ciebie jest wielka. Moja radość nie zna granic. Czuję się nieskrępowana i wolna jak ptak, i tak bardzo potrzebuję kontaktu z drugim człowiekiem...
Byłam wczoraj także w galerii handlowej, aby właśnie spotkać się z ludźmi i pozwolić nacieszyć oczy tymi wszystkimi pięknymi rzeczami, wyobrażając sobie, jak bym w nich wyglądała. W sklepie Medicine moją uwagę przykuł liliowy, ażurowy sweterek. Nie pamiętam, czy Ci już o tym mówiłam, ale mam taką niewinną słabość do właśnie tego koloru. Poszłam jeszcze do Hebe, aby odkryć, że przecież mam już wszystko, czego potrzebuję... I puder mineralny, i tusz... Więc szybko udałam się do domu, do mojego bezpiecznego azylu. A ostatnio odwiedziłam Siostrę i razem poszłyśmy do pobliskiego sklepu Pepco, gdzie pomogła mi wybrać dżinsy, idealnie skrojone na moją sylwetkę. A później włączyłyśmy nasz ulubiony serial i obejrzałyśmy go w idealnej ciszy. Czytałam, że taka powtarzalność codziennych czynności daje nam poczucie bezpieczeństwa. Mój dzień ma idealny rytm. Oddycham spokojem i zmieniam go w słowa. To mój bezpieczny świat, do którego Cię zapraszam Zenku. Z szeroko otwartymi ramionami. A to zdjęcie w moim ulubionym miejscu przy oknie. Skąd jeszcze wczoraj widziałam magiczny zachód słońca, gdy niebo zalała feeria ciepłych barw. W kolorze moich gorących uczuć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz