Tymczasem mamy już marzec. Wiosna pomału otrząsa się ze snu. A ja wysnuwam nową opowieść. Bo wiem, że jest ktoś, kto to przeczyta nie bez uśmiechu na miłej twarzy. I choćbym miała tylko jednego czytelnika, to warto pisać. Może z czasem ktoś tu dołączy? Tego nie wiem. Czasami czuję się tak, jakbym była właśnie na początku mojej ,,pisarskiej" drogi, a przecież tak nie jest... Piszę już od wielu lat i nigdy nie brakuje mi siły, ani motywacji by uciec się do tej formy przekazu.
Wiosnę czuję już w powietrzu. Kiedy tak szłam dziś po mleko i chleb, to towarzyszył mi śpiew ptaków. Aż w moim sercu urosła radość. Teraz wychodzę nawet kilka razy dziennie, nawet jeśli nie mam wystarczającego powodu. Ale czy czerpanie siły od przyrody nie jest uzasadnieniem? Otóż tak, przyroda mnie zachwyca - to moja pasja. I nawet gdy nie ma jeszcze liści na drzewach, ani tych uroczych kwiatuszków na sukni Królowej Śniegu, to ja kocham ten widok, bo mam go stale w pamięci.
Tą Królową Śniegu zaczerpnęłam chyba z książki ,,Ania z zielonego wzgórza". Tak, chyba właśnie ona nazwała tak kwitnącą wiśnię. Ja też zwykłam nadawać imiona kwiatom i drzewom. To moja ukochana książka z dzieciństwa. A, jak wiadomo takie książki na długo z nami zostają. Przynajmniej w moim przypadku. Czy czuję się czasem tak jak tytułowa Ania? Tak, bardzo często.
Wiosna już przyszła, delikatnie jak miłość. A kiedy dzisiaj wzięła mnie w objęcia to pomyślałam, jak magiczna jest to chwila. I nawet jeśli nie jest wystarczająco ciepło i jestem ubrana w ciepły golf, i brakuje słoneczka to ja wiem, że ono jest tam, za chmurami. To tak jak z przyjaciółmi - są jak gwiazdy, czasem ich nie widzisz, ale wiesz, że oni gdzieś tam są. I tylko czekają na właściwą chwilę, aby znów pojawić się w Twoim życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz