piątek, 13 grudnia 2019

Otulona ciepłem zimowego wieczoru

Otulam się ciepłem płynącym prosto z serca. Nic tak nie ogrzewa, jak dobro które czynimy, jak uśmiech który rozwesela i jak moc, cudowna moc prezentów. Zostałyśmy dzisiaj obdarowane ponad miarę kojącymi, pięknie pachnącymi kosmetykami i rozgrzewającymi herbatkami, a także produktami żywnościowymi specjalnie dla wegan - makaronami. Ja najbardziej cieszę się jednak z pięknego laptopa, dzięki któremu piszę tu do Ciebie Zenku. Wolontariuszki były takie miłe i doskonale odgadły, czego nam brakuje. No, może troszkę im podpowiedziałyśmy. Odrobinkę. I wiesz, napełniona dobrą energią chyba wrócę do malowania, wszak mam nowy blok i mnóstwo dobrych chęci. Dokupię jedynie farby i nic mi już nie potrzeba do szczęścia. Laptop jest cudowny, ma podświetlaną klawiaturę i jest moim pierwszym laptopem - wcześniejsze były mojej siostry. Wolontariuszki poznały właśnie Maję, która działa w Otwartych Klatkach, czyli wolontariacie na rzecz zwierząt. Jestem z niej taka dumna. 
Zaraz zaparzę nam herbatę Lipton, później nacieszę się nowym laptopem, a potem zanurzę się w pachnącej pianie i odkryję moc odżywczych specyfików. Aż wreszcie, otulę nową kołdrą. To prawda, że marzenia się spełniają. Sen z powiek spędza mi jedynie fakt, że babcia będzie znowu operowana, tym razem na prawą rękę, w przyszłym tygodniu. Ale mówię sobie, że będzie dobrze. Musi. A teraz mówię już dobranoc piękny dniu, na długo pozostaniesz w mojej pamięci. 

Spałam jak zabita, snem bez snów. I dopiero rano do mnie dotarło, że stał się cud. Bo tylko tak mogę nazwać wczorajszy dzień, dniem cudów. Opowiem wszystko babci, ona tak zawsze cieszy się naszym szczęściem. A ja pragnę tylko dla niej zdrowia jak najwięcej. Tak wiele już wczoraj napisałam, że dzisiaj brakuje mi słów. Coś się kończy, aby mogło się zacząć coś nowego i, mam nadzieję lepszego. Moje życie na pewno się teraz zmieni, właśnie na lepsze. Bo jak mogę wyrazić mą wdzięczność, jak tylko uśmiechem i słowami, które padły. 
Pomału oswajam się z nową sytuacją, z moim nowym życiem. Bo kiedy dzieją się cuda, to świat jest taki piękny. Bo za tą szarością kryje się przecież błękit nieba i słońce. A księżyc wczoraj pięknie świecił, kiedy rozmawiałyśmy z mamą do późnych godzin nocnych w kuchni. I choć czasem mam inne zdanie, to przecież kocham ją bardzo i przychyliłabym jej nieba. Ona tak naprawdę jest zawsze ze mną i mnie wysłucha, choć czasem mnie nie rozumie. Nie rozumie mojej słabej konstrukcji psychicznej i podatności na wpływy innych ludzi. Ona tak naprawdę jest dla mnie wzorem odwagi i zaradności. I zawsze tak było, choć nieraz byłam taka przekorna, to w głębi duszy musiałam przyznać jej rację. Oto nowa, lepsza ja, gotowa na zmianę od niedawna, silniejsza siłą miłości, do siebie, do Ciebie, do bliskich i do świata.

Kiedy byłam w szpitalu, a było to w 2012 roku, poznałam panią Ewę. Ona, choć starsza ode mnie, od razu przykuła moją uwagę i już wiedziałam, że znajdziemy wspólny język. Przegadałyśmy z Ewą wiele godzin, lub po prostu milczałyśmy i odnajdywałyśmy tym samym nić porozumienia. Ona tak kochała ludzi i świat. Czemu o tym piszę? Bo teraz pomału zaczynam rozumieć samą siebie. Ja tak naprawdę zawsze potrzebowałam jakiegoś silnego wzorca, który byłby siłą napędową do zmian. Bo zmiany potrzebowałam, zmiany myślenia na bardziej pozytywne.

Dzisiaj już wiem, co jest kluczem do zmian, miłość. Ta miłość do mnie przyszła pomału, boso, po śniegu. Maleńka miłość otworzyła mi oczy i pomogła się podnieść po upadku. Dziś już jestem silniejsza, ale czy lepsza? Chyba tak. To mogą orzec tylko Ci, którzy ze mną mieszkają, w domu i w pełnym ciepła sercu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz