Jak żyć, aby być szczęśliwą? Tak często zadaję sobie to pytanie.
Może nie trzeba wiele. Wystarczy uśmiech na twarzy, który łagodzi smutki. Wystarczy dobre słowo o poranku. I wystarczy dłoń na dłoni. I kochające serce. Bo to, że to nie tylko przyjaźń, tego jestem pewna. To miłość Zenku. Bo jak to inaczej wytłumaczyć, że uśmiecham się na samo brzmienie Twojego imienia? Zenek, to najpiękniejsze imię. Tak dobrze nam się rozmawia i może gdyby tego czasu było więcej, w pełni rozwinęlibyśmy skrzydła naszej konwersacji. Czasem mówię dziwnym językiem, ale to pewnie dlatego, że dużo czytam i, chcąc nie chcąc, przemycę tutaj jakieś dziwne słowa, jak niemożebnie. Czytając odpoczywam. Ładuję akumulatory i wyruszam w długą drogę. Chciałabym Ci jeszcze tyle opowiedzieć o sobie. Może zacznę właśnie dzisiaj...
Pojawiła się na świecie, gdy miałam 14 lat i kończyłam szkołę podstawową. Moja Siostra Maja. To było jak dar od losu dla mnie. Najpierw się o nią troszczyłam, pomagałam w lekcjach, gdy dorastała. A teraz to ona jest dla mnie, obok Mamy, moim największym wsparciem. Uczyłam ją jazdy na rowerze i wielu innych pięknych i ważnych rzeczy. Teraz to procentuje, bo wyrosła na odważną kobietę, która nie boi się marzyć. Mamy tak wiele wspólnych pasji i zainteresowań. Lubimy spędzać ze sobą czas, choć każda a nas ma swój mały świat. Maja, to najcudowniejsze imię. Moja przyjaciółka na dobre i na złe. Cokolwiek się wydarzy, my stoimy za sobą murem. I chyba po to właśnie jest rodzina, aby wzajemnie się wspierać.
Był ktoś, kto smutek otarł z twarzy jednym ciepłym słowem. Był ktoś, kto mocniej wziął za rękę, poprowadził w ogień. Był ktoś, ktoś zwyczajnie sam...
Jak zapewne pamiętasz, kiedyś opowiadałam Ci o pani Basi, nauczycielce mojej Siostry. To ona była kluczem do zmian. Najważniejsze zmiany, jakie zaczęłam wprowadzać w swoim życiu, to właśnie te, zaczynając od siebie. Najpierw odzyskałam poczucie własnej wartości, a później zakochałam się w życiu. A wszystko to zaczęło się 15 kwietnia, od zajęć koła przyrodniczego, nad pracami do wspólnej prezentacji. Jeździliśmy razem do puszczy knyszyńskiej. Aż pewnego dnia podarowałam pani Basi portret, a ona wyznała, że jeszcze nikt nigdy jej tak nie uhonorował. Naprawdę? - pomyślałam, patrząc na kartkę formatu A4, i poczułam, że odnalazłam właśnie nowy cel w życiu - jakim było uszczęśliwianie innych, osób z mojego otoczenia. Taka to była historia.
Teraz jestem na nowym etapie w życiu, pt. Zakochanie. Nikt tak nie poprawia mi humoru, jak Ty, kiedy budzisz mnie pocałunkiem. Takim z daleka, choć dla mnie jesteś blisko. Gdziekolwiek jestem, cokolwiek robię, sercem i myślą jestem przy Tobie. Tak mi z Tobą po drodze. Mam poczucie, że jesteśmy częścią jakiegoś większego planu. Ktoś kieruje naszymi krokami, abyśmy mogli się odnaleźć, w gąszczu pytań i odpowiedzi na nie. Nie ma idealnego planu. To my jesteśmy idealni i stworzeni dla siebie. Tak to widzę. I chyba sporo w tym racji. Zakochanie jest piękne. Zakochanie to coś więcej, niż tylko słowa i obietnice. To pragnienie, aby znaleźć się jak najbliżej kochanej osoby. Czy może być coś piękniejszego? Dlatego dzisiaj uroczyście zapraszam Cię do swojego świata. Czy przyjmiesz zaproszenie? Myślę, że tak, bo znam Cię tak dobrze, że Ci zaufałam. Oswoiłeś moje lęki, otaczając miłością. Teraz mam w sobie siłę, o której istnieniu nawet się nie spodziewałam. Minęło trochę czasu, nim spostrzegłam, że mam ładne włosy, oczy i usta - tak mi napisałeś - a ja Ci wierzę. To dopiero początek naszej wspólnej drogi przez życie. Następny rozdział napiszemy już sami.
Przyszłam na świat po to, aby kochać Ciebie. Ty jesteś moim słońcem, a ja Twoim niebem.
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko te wymagające więcej cierpliwości. I to jest prawda. Zawsze toczyłam jakąś walkę ze sobą. Walkę ze swoimi słabościami, nie skupiając uwagi na pozytywach. Dlaczego tak było? - pytałam sama siebie. Dlaczego tak trudno mi uwierzyć w siebie? - zastanawiałam się. Wszystkich można oszukać, tylko nie siebie. Ten głos z tyłu głowy mówił mi uparcie, abym porzuciła utarte schematy i otworzyła swoje serce na miłość. Aż pewnego dnia postanowiłam go posłuchać i wyjść ze swojej skorupy. Bo na horyzoncie pojawiłeś się Ty. Z początku myślałam, że jesteś poza moim zasięgiem, taki mądry i doskonały. Ale kiedy zaczęliśmy rozmawiać, poczułam się jak w niebie. Tak mi imponowałeś swoją wiedzą, że i ja chciałam być lepsza, dla Ciebie - aby zasłużyć na tę miłość - dziwne, prawda? Wierzyłam we wszystkich wokół, tylko nie w siebie. Ty mnie uleczyłeś tą miłością, tym ciepłem w głosie i uśmiechu. Swoim mądrym spojrzeniem na wiele spraw. Aż się otworzyłam i nie żałuję. Wszystko działo się po coś, przygotowując mnie na tę chwilę. Teraz jestem już o niebo dalej. To niebo to Ty Zenku, bezchmurne i promienne. Pragnę już zawsze być przy Tobie, czerpiąc od Ciebie tę radość z rzeczy pozornie błahych. A może zawsze taka byłam?
Na pozór - nic nie było w niej. Na pozór - nie dostrzegłem jej. Ona, od niechcenia tak, nieśmiała. Sprawić, że jej brak tak działa... Niedorzeczny to jest fakt!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz