sobota, 20 czerwca 2020

Już lato

Już lato przybyło
i wszystko jest nowe
wrażenia, marzenia, tęsknoty.

I kiedy przybyło
to ja myślę sobie,
co potem?

Czy jeszcze udźwignę
woń tego jaśminu
i złożę w Twe ręce?

I myślę wciąż sobie
czy mogłabym z siebie
dać więcej?

A może wystarczy
ta mała już chwilka,
nim Cię przytulę do serca.

Wszak mogłam powiedzieć,
że kocham goręcej - 
i cóż można chcieć...

cóż więcej?
Znaki zapytania,
one wciąż się mnożą.

I ja, niepewna tak siebie.
Czy jeszcze Cię spotkam
pod tamtym jaśminem?

Tego nie wiem...

***

Jak cudownie jest żyć,
kochać, marzyć i śnić...
I choć upał leje się z nieba,
ja myślę sobie, że tak trzeba.
Doceńmy więc chwile ze słońcem,
to lato jest takie gorące.

***

Już jest po burzy. Powietrze się ochłodziło, a w sercu zapanował spokój. Dziś otula mnie tylko cisza, ona jest wszechobecna, bo jestem tu sama. Może wkrótce do mnie dołączysz, a może dopiero wraz z nastaniem wieczoru. Bo kiedy jest tu tak cicho, to ja myślę sobie, że jest po prostu dobrze.

Jestem sama, ale to nie oznacza, że jestem samotna. Nie. Ja czuję się doceniona i zrozumiana, choć nieraz to trudne. Jednak udało mi się stworzyć atmosferę względnego spokoju i życzliwości dla samej siebie - to ważne.

I kiedy tak życzliwie na siebie spojrzałam, a było to rankiem i po burzy, to pomyślałam sobie, że podoba mi się ta uśmiechnięta buzia. Bo cieszę się na nadejście lata, wtedy ustępują wszystkie trudności i dolegliwości. Wtedy jest mi ciepło. Na sercu i na duszy.

Jeszcze wprawdzie nie zasypiam spokojnie, a w ciągu dnia mam zwyczaj zasypiać z książką, to już jest lepiej, bo mam w sobie wolę walki o lepsze jutro. Nie wyobrażam sobie tego jutra bez Ciebie. 

I zamieściłam dzisiaj zdjęcie chabrów w kłosach, jest mi ono tak bliskie, bo ja też nieraz czuję się inna, zagubiona... Ale w mig się odnajduję, kiedy zaczynam pisać, wówczas spływa ze mnie cały stres dnia codziennego.

Mam znów ochotę, aby skierować swe kroki na moją łąkę. Tam czuję się jak u siebie, to mój drugi dom. Przyroda łagodzi wszystkie troski. Mam je też i ja. Ale kiedy otula mnie względny spokój i życzliwość, wtedy rozwijam skrzydła. Aby być jednocześnie jak najdalej i jak najbliżej stąd.

Moja rodzina, ona tak mi pomaga przezwyciężyć słabości. (Ale czy nieśmiałość jest słabością?). Chcę więc czasem uciec, ale jak najbliżej, aby mieć Was wszystkich w zasięgu wzroku. Dziękuję, że jesteście. Tak po prostu. 

Przytul mnie tylko mocno, nim polecimy razem do słońca. A później wraz z deszczem powrócimy na ziemię. Miłość skraca dystans między nami, jesteś mi tak bliski. I stwarzasz mi swoimi słowami, gestami, cudowny świat, bez wad - ale czy to w ogóle możliwe?

Trwam więc cicho w światłocieniu, w niewielkim oddaleniu, ale to tylko pozory za którymi kryje się wrażliwa dusza. Tak, wrażliwości mam pod dostatkiem, że mogłabym nią obdarować niejedno istnienie. Chcesz ją ode mnie? A w zamian daj mi część swojej siły, abym mogła iść dalej. Chodź ze mną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz