piątek, 26 czerwca 2020

Troszeczkę deszczu, troszeczkę słońca

Trochę na przekór deszczowej pogodzie za oknem, ja zamieszczam tu słoneczne zdjęcie. Dzisiaj deszcz mnie zaskoczył, kiedy robiłam zakupy w pobliskim sklepie. A wszystko na to wskazywało... W rezultacie przeczekałam pod daszkiem dobre pół godziny, grzmiało, błyskało, a ulicami i chodnikami płynął deszcz, strugi deszczu. Przemokłam, przebiegając przez ulicę, bo postanowiłam pójść jeszcze do sklepu drugiego. A wszystko w najlepszym towarzystwie mojej mamy. Tak więc miałyśmy dzisiaj popołudnie z przygodami. Zanim przebrnęłyśmy przez gąszcz zakupów, deszcz ustał. I tak to się przedstawia. Czasem nawet zmoknąć jest miło, gdy mamy u boku miłego towarzysza. Mama jest moją najlepszą przyjaciółką, jak zawsze niezawodną. Tak jak Maja. Jestem ciekawa Zenku, czy Tobie zdarzają się takie przypadki. Ja dawno już nie zmokłam w deszczu. To tak jak kiedyś pisałam o zakochaniu, że człowiek idzie i idzie, i dopiero po pewnym czasie orientuje się, że przemókł do głębi... To takie trafne określenie. Ja tak moknę już od jakiegoś czasu. Chyba wiesz, dlaczego. Dobrze mi pod Twoimi troskliwymi skrzydłami. Pod troskliwym spojrzeniem. Na samo wspomnienie o Tobie uśmiecha mi się buzia. Mama patrzy na mnie podejrzliwie, ale już wie, dlaczego. Uwięziłeś mnie w tym uśmiechu. A jednocześnie czuję się tak wolna, tak wolna jak ptak. To chyba dobry znak. Wszystkie znaki wskazują na to, że wreszcie odnalazłam bezpieczną przystań, drugi dom. Dla budzących się uczuć bezpieczny schron. ,,Najpierw byłeś schronieniem przed burzą, chłodnym deszczem w upalny dzień. Później przemówiłeś, a ja w odpowiedzi na Twoje ciche wołanie, ugościłam Cię w moim sercu, nazywając Przyjacielem. Budziłam się u Ciebie o świcie i u Ciebie pisałam, a później razem przez Twe okna kradliśmy gwiazdy od Pani Nocy - złościła się, pamiętasz? Dałeś mi tak wiele, tak wiele ciepła, tak wiele radości, a ja nadal nie wiem, co ofiarować Ci w zamian. Niewidzialnie tylko przywiązuję swoje serce do Twoich fundamentów i obiecuję daleko nie odchodzić i zawsze wracać". Tak pięknie o rodzinnym domu pisała Daria, a ja się pod tym podpisuję, bo czuję dokładnie to samo. Pasja jest jak Przyjaciel, do którego zawsze uciekałam, ale tylko na chwilę, bo zawsze wracałam, do miejsca, gdzie jest mój dom i moje serce. Cóż można chcieć więcej? Dom to moje miejsce. Tu zawsze gości słońce, zagląda do okien, kiedy się budzę i roztacza cudowny zmierzch. A Ty, przychodzisz i zapalasz krok po kroku wszystkie gasnące gwiazdy, jak najprawdziwszy przyjaciel, którego nigdy nie miałam. Masz więc swoje zasługi i swój wkład w moje szczęście. Dziękuję za te drobne gesty dobroci, one znaczą dla mnie tak wiele... tak wiele. Jesteś dla mnie jak promyk słońca po burzy, jak muśnięcie wiatru w upalny dzień. Jak gorący piasek pod błękitnym niebem. Otaczasz mnie z wszech stron, jak morze. I dobrze mi z tym. Niezwykle pięknie. I bezpiecznie. To mój świat, znasz go już na wskroś. I znasz mnie... Wiesz, że potrafię kochać, jeśli się naprawdę postaram. I czasami bywam szczęśliwa. Tak więc było tu dzisiaj troszeczkę deszczu, ale nie zabrakło też odrobiny słońca, tego uroczego gestu dobroci. To nią warto się zawsze kierować.


Ale spójrz jakie piękne jest życie
Zaskakuje Cię kiedy najmniej się tego spodziewasz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz