środa, 1 maja 2024

I wtedy przyszedł maj

 I wtedy przyszedł maj, zamieszkał w moim sercu, zgubiłam cały żal. Poczułam co to szczęście, tylko szczęście, całe szczęście. Zrobiło się goręcej, ktoś teraz o mnie dba...

Maj jest dla mnie takim dobrym czasem. Kiedy świeci słońce, to nie ma wymówek, aby nie wyjść z domu. Bez okrycia głowy, więc można eksperymentować ze spinkami do włosów. Każdy z nas nosi w sobie tysiące twarzy. Którą danego dnia pokażemy światu, to zależy tylko od nas. Ja lubię ubrać uśmiech. Otulić życzliwością. Bo mam takie czujące serce. Kiedy opowiada mi o świecie, to ja pragnę odkrywać chociaż jego małą część. Mam takie swoje miejsca. Takie dzikie, nie dotknięte cywilizacją. Gdzie rosną grążele żółte i kumkają żaby, a w oddali słychać nawoływania ptaków. To wszystko nad rzeką Białą, gdzie mieszkają bobry, bo teren jest podmokły. 

A czasem jeszcze, kiedy nikt nie widzi, siadam na huśtawce i zapominam o całym świecie. Czuję się wtedy, jakby nie upływał czas. Na uszach mam słuchawki, a w nich cichą melodię, bo nie lubię hałasu. Wtedy odpoczywam. Z tego świata mamy tyle, ile sobie weźmiemy. Właśnie teraz idziemy przez życie i nie możemy go odkładać na później.

Dochodzi północ, a na niebie lśni tarcza księżyca. Pragnę przelać tutaj swoje emocje, bo pisanie bez tego nie ma sensu. To jak przyprawa do obiadu. Jak niebo pełne gwiazd. Nie sposób bez tego żyć. Zapuszczam więc korzenie w naszej ostoi i obiecuję zawsze tu wracać. Do Ciebie Zenku. Do miejsca, które kocham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz