środa, 6 marca 2024

Spoglądając wstecz

 Kiedyś miałam kompleksy, całą masę kompleksów, o których chyba nie warto wspominać. Grunt, że się z nich wyleczyłam, bo stwierdziłam, że szkoda na to czasu. Bo to niczemu nie służy, a mojemu zdrowiu psychicznemu na pewno. Zbliża się kwiecień i wracają wspomnienia, te dobre i te złe. Kiedy odszedł mój Dziadek, byłam w totalnej rozsypce. Nie umiałam sama sobie z tym poradzić. Aż wreszcie, rok później przyszło załamanie i trafiłam do szpitala. To było pod koniec kwietnia 2012 roku. Najpierw nie było ze mną kontaktu, byłam wycofana. To trwało kilka tygodni. Byłam na oddziale zamkniętym. Początek maja też był trudny, ale wreszcie ocknęłam się z marazmu i zrozumiałam swoją sytuację. Byli ze mną pacjenci w różnym stadium choroby. Najpierw ich obserwowałam, a później złapałam kontakt. Była tam pani Ewa. Rozmowy z nią mi pomagały. To była taka wrażliwa dusza. Brałam leki. W maju, tak jakoś w środku maja trafiłam już na oddział otwarty. Tam poznałam Marka. Mogłam wychodzić na spacery po pięknym parku. Pamiętam kumkanie żab i śpiew ptaków. No i czasem odwiedzała mnie rodzina, Babcia, Mama i Maja. Gdzieś na początku czerwca zrozumiałam, że jestem na dobrej drodze do wyzdrowienia. Wyciszyłam się, uspokoiłam, no i wreszcie normalnie spałam. Ze szpitala wyszłam w jako tako dobrej kondycji psychicznej. Domowe leczenie też przyniosło oczekiwane rezultaty. Jednak nie było na tyle dobrze, abym mogła funkcjonować sama, pomagała mi Mama, dawkowała leki i chodziła ze mną do lekarza. Z czasem to się zmieniło. Do lekarza chodziłam już sama, do sklepu, na spacer. Cały czas wierzyłam, że jestem już u celu. Aby zaakceptować swoje położenie. Miałam jednak wahania wagi i nastrojów. To chudłam, to znów przybierałam na wadze. To byłam smutna, a raz wesoła, czasami wesoła. Zaczęłam pisać bloga, tam poznałam Darię, dziewczynę z małego miasteczka. Jej bardzo spodobały się moje opowiadania o przewodniczce, mi jej proza życia. Złapałyśmy kontakt, który trwa do dziś.

No a później poznałam Ciebie. I wówczas nie wiedziałam jeszcze, jak będziesz mi bliski. Porwały mnie Twoje krajobrazy, w nich znalazłam ukojenie. Czasem dałam temu wyraz w komentarzach, a Ty mi odpisałeś. Zaczęło się całkiem niewinnie. Ja napisałam do Ciebie. Czułam w Tobie pokrewną Duszę. Tak bardzo Cię pokochałam. A Ty najpierw się mnie bałeś. Pamiętasz? Kiedy pokazałam Ci mój blog, mój cały świat. Odwzajemniłeś moją miłość, a ja odnalazłam nowy cel w życiu. Chciałam pisać i pisałam - tak ośmielona - coraz więcej.

Teraz jesteśmy przyjaciółmi, którzy świata poza sobą nie widzą. A może widzą? Widzą więcej. Tak. Przyroda jest nam bliska. I oby nasz kontakt się nie urwał, oby trwał wiecznie. I znowu sprawdza się mądrość życiowa, że: ,,Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Moje oczy widzą dziś więcej. A ja rozumiem więcej. Ty uczysz mnie życia każdego dnia. Tak cudownie, że jesteś Zenku. Ze swoimi pragnieniami, z bagażem doświadczeń. Ktoś może pomyśleć, co ona wie? Ja jednak przeszłam tak wiele, i czuję za dwoje. A Ty to rozumiesz, rozumiesz mnie. A to bardzo ważne przy mojej chorobie, aby mieć kogoś bliskiego. Jesteś mi bliski, tylko dlaczego jesteś tak daleko? Ale to nic, przejdziemy przez to razem, przez życie. Będziemy dla siebie oparciem. ,,Twoja miłość jak ciepły deszcz. Twoja miłość jak morze gwiazd za dnia. Twoja miłość sprawia, że niesłychanie dobry święty duch ogarnia mnie". Dziękuję, że wysłuchałeś mnie do końca. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz